Komentarz: W tej klatce wraz z dziećmi zamknięta jest i naucz.9, ona nie tylko zmusza, ale i sama musi, męcząc, sama się męczy. Może dawniej próbowała, poszukiwała. Jeśli nie, to że nie wiedziała, nie umiała, warunki tak się złożyły. Mogła pomylić się w wyborze zawodu. Kto winien?

Notatka: Władzia podnosi palce (przelotna myśl, żeby nie zanotować — bo to mi psuje uprzednio postawione rozpoznanie).

Komentarz: Niechętnie zanotowałem, że Władzia — lekkoduch, wiercipięta — chce odpowiedzieć. — Dlaczego? — Właśnie, że przeczy memu ujemnemu poglądowi na nią jako uczennicę, winien byłem fakt ten radośnie powitać i skrzętnie zanotować. — Władzia taka, jaką ją chcę mieć, nie powinna podnosić palców, powinna być szczęśliwa, że jej dają spokój, że nie zmuszają do odpowiedzi. — I właśnie przestępstwem moim jest, że ja chcę, aby była taka, za jaką ją uznałem. — Toć powinienem badać taką, jaką jest, winienem chcieć dostrzec najwięcej, najwszechstronniej. Ale jestem leniwy, chcę, by Władzia była łatwa do poznania: przylepiłem etykietę — załatwione. Dwa podniesione palce — to nowe zjawisko, wymaga rewizji, nowego wysiłku myśli, by pogłębić pogląd. — Jestem niecierpliwy — śpieszę się. — „Poznawszy” ją łatwą, już biegnę do innych — trudniejszych. Szybko załatwiam jednego pacjenta odczepną diagnozą, bo czeka szereg kolejnych. — Jestem ambitny — boję się o swe rozpoznanie, może dlatego właśnie, że niechlujnie uzasadnione, tandetnie sklecone — nie jestem pewien, i ogarnia mnie obawa, że nowe zjawisko nadweręży mimochodem rzuconą jałmużnę etykiety. — Przykro mi się przyznać, że ledwo sylabizuję, że muszę długo i uważnie wpatrywać się w litery objawów, by wystękać jako tako, z gruba treść. Siedzi we mnie nadęty autorytet, który „takiego pędraka” w lot poznaje, na wskroś przenika. Żyje we mnie zdemoralizowany partacz, którego szkoła tresowała w wyłgiwaniu się obowiązkom prawdziwego poznania. Te dwa podniesione w górę palce małej Władzi, to protest żywej istoty, która nie pozwala zbyć siebie byle czym, która nie godzi się na napis, etykietę — mówi: „nie znasz mnie”. Cóż ja wiem o Władzi? Że się kręci? Nauczycielka rzuciła przelotne: „leniuch” — smakowało mi — przyswoiłem. — Może Władzia nie leniuch. Może zrzec się zdawkowej diagnozy, przyznać do błędu — i w nagrodę otrzymać parę autokrytycznych uwag. Drażliwiec Władzia może zdolna jest żywo zainteresować się; może walczy z uprzedzeniem nauczycielki. Te dwa wzniesione w górę palce mogą oznaczać: a) „właśnie, że wiem, właśnie, że nie jestem taka, za jaką mnie macie”, lub b) „jeśli mnie coś istotnie zajmuje, wówczas wiem, chcę odpowiadać”. — A może istotnie „leniuch” dziś rano postanowiła się poprawić, rozpocząć nowe życie? Może po rozmowie z matką, z przyjaciółką? Czy pomóc Władzi w jej wysiłku, czy tylko zapamiętawszy, czekać, co będzie dalej, jutro, za tydzień?

Tak, nie dwa zasmolone palce wstępniaka10, lecz pytanie, na które znaleźć nie mogę odpowiedzi.

Notatka: Gawęda — mysz itd. (zaraz — szczur, pszczoła, itd.)

Komentarz: Nie ma książki, która omawiałaby technikę prowadzenia z dziećmi rozmowy, gawędy (nie — pogadanki). — Może dlatego nie umiemy, że nam się łatwe wydaje. — Mam w pamięci śliczne rozmowy z kolonij11 letnich, wieczorne, z internatu — kto ich nie zna, kto z wychowawców nie pamięta? Czy można je przenieść do szkoły?

Mysz — pożyczyli kota, żeby łapał — opowiadanie o walce psa z kotem — szczur był na poduszce cioci — raz w rybie znaleźli mysz — szczury pływają — w kąpieli były rybki — są złote rybki — jak okrętem jechać12, ryby się widzi — są trujące kwiaty — tatusia pszczoła ugryzła — babcia ma ule.

Temat — chce mówić kilkoro, razem. Jeden opowiada mnie, drugi sąsiadowi zaczyna opowiadać — tworzą się grupy. Ktoś jeden zaczyna hałasować — hasło rozprzężenia — przepadło. — A do dzwonka zostało 10 minut — co robić?

Jeśli ustanowić kolej, niech się zapisują do głosu — krępują się, bo nieprzyzwyczajone, mało mają do powiedzenia. — Jak uchronić od zniszczenia ciekawy a zupełnie niebadany język — dziecięcego opowiadania?

Przykład — nie ze szkoły — z Ogródka13 — opowiadanie 5-letniego Wiktora: