— Tym lepiej. Bo myślałem... Może nie?
Przedszkolak
Już zaraz drugiego dnia los zderzył mnie z przedszkolakiem po raz pierwszy. (To — to żywe dziecko, które nie ma apetytu).
Przedstawiła mi go mama. Powiedziała: „Podaj panu rączkę, przywitaj się z panem doktorem”. On zlustrował mnie nieufnie (grymas), stanął bokiem. „No — bądź grzeczny”. Podaje dwa końce palców lewej ręki. Mama: „Prawą rączkę podaje się, całą rączkę — bądź grzeczny: pan doktór7 kocha grzeczne dzieci”.
— To on jest doktór?
— Nieładnie mówić: on. Mówi się: pan.
A ja (pragnę złagodzić niemiłe wrażenie) mówię:
— Nie zna mnie; po co zmuszać, jeżeli nie chce przywitać się?
Bo, jeżeli przedszkolak przy pierwszym spotkaniu nowego człowieka stoi bokiem, podaje dwa końce palców lewej ręki, szybko cofa, jest to znak nieomylny, że nie chce, żeby go głaskać, broń Boże, pocałować — nie zadawać pytań — nawet nie bardzo patrzeć (nie chce).
Przed laty raz pewna mama powiedziała: „Nie bój się, zaprzyjaźnisz się z panem”. Też zlustrował wtedy i mówi: „Co mam się przyjaźnić; on nie dla mnie towarzystwo”.