W gniewie wszystko wydaje się inne; sam się potem człowiek dziwi, że takie złe myśli przychodziły do głowy. Nawet wygląda inaczej, gdy się rozzłości. Twarz mu się wykrzywi, oczy robią się inne i blady albo czerwony.

Kiedy patrzę, jak się dwaj chłopcy biją, myślę:

„Co za wicher, co za burza rozpętała się w ich myślach i uczuciach?”

A kiedy zdyszani rozchodzą się, przykładam ucho do serca: biedne serce tłucze się tak mocno i prędko, że aż sił nie ma, aż przystaje, a potem znowu i znowu, i nie może się uspokoić.

Jeden, porywczy, łatwo wpada w gniew, drugi rzadko się złości, jeden potrafi się choć trochę opanować i powstrzymać, drugi wpada w szał, jakby zaraz chciał zabić. Mówią: „Niewolnik uczuć”.

Słusznie. Kto nie potrafi sam sobie rozkazać: „Przestań!”, kto nie ma silnej woli, ten jest niewolnikiem: kto zechce, doprowadzi go do wściekłości. Powiedział mędrzec, że łatwo innym rozkazywać, ale trzeba się nauczyć być panem swoich myśli i uczuć własnych.

Bywa, że złość od razu przechodzi i zamienia się w żal. Zauważyłem, że jak się na kogo bardzo gniewać i krzyczeć, on stoi zły i zbuntowany. Głowę zwiesi, brwi zmarszczy i nic. Więc przestaję się gniewać i mówię łagodnie:

— No, patrz, i sam masz zmartwienie, i wszystkich martwisz. Nie rób tego więcej.

Wtedy zaczyna płakać, ale się wstydzi, że płacze, i żałuje.

Zdaje mi się, że dorośli nie powinni się gniewać na dzieci, bo to psuje, zamiast poprawiać. Często dorosłym zdaje się, że dziecko robi na złość, uparte, nie chce czego zrobić albo powiedzieć. A nie: ono się wstydzi.