Bez ciebie wie, pijawko.

KUPIEC

Stoisz na warcie, to stój i nie gadaj. — Pan Profesor się uśmiechnął, to znaczy, że pozwala, że chce. — Przecież my w tym interesie jesteśmy fachowcy. — Wariat, panie Profesorze, to symulant. — Komu się bardzo nie udały spekulacje życiowe, może skoczyć do zimnej, mokrej rzeki albo rzucić się pod samochód; wtedy ma kłopot niewinny szofer. Może strzelać do siebie albo do konkurenta swoich interesów sercowych albo pieniężnych. Jak kupiec, który sam sobie ogłasza upadłość. Wtedy siedzi z szumowinami w kozie. Ale najwygodniej zrobić z siebie wariata. Wszystko jest umowa handlowa. To jest obłęd, a to normalne. Może być inaczej też. — Ile razy sam słyszałem, że tylko wariat płaci. — Ja moim wierzycielom kupiłem tulipany. — Zawsze coś przecież. — Z Holandii. — Ładne pieniądze mnie to kosztowało. Mają mi ogłosić niepoczytalność, ja sam ogłaszam upadłość. Niedługo wszyscy solidni kupcy tu będą. — Zresztą... Tu jest wolny od protestów i podatków, a jak go wypuszczą, ludzie będą już z nim ostrożniejsi i jego żonę też będą ostrożniej ruszali. — Dlaczego się szczepi ospę? — Żeby się nie bać ospy. — Kto raz zwariuje, ten ma spokój; już zrobił swoje i już nie boi się bzika. Tylko, panie Profesorze, jeżeli są wyroki z zawieszeniem, powinny być diagnozy z zawieszeniem. — Wariat, ale po co zaraz do szpitala? — Niech chodzi. — Jeden więcej, jeden mniej. — Jak może mózg nie chorować, kiedy nie oddycha? — Powinni doktorzy wymyśleć jakieś wentylatory w głowach. W miastach jest duszno; ludzie, za przeproszeniem, śmierdzą.

ŻUBR

Sam śmierdzisz, Żydzie.

KUPIEC

Już cztery lata i dziesięć miesięcy nie jestem Żydem i wcale nie czuję, żebym się robił jaśmin albo konwalia. Co tu gadać.

RESTAURATOR

Proszę o głos.

KUPIEC