ROBOTNIK
Padnij, powstań. — Spocznij. — Baczność. — Cześć. — Melduję posłusznie, dziecię ludu, Żołnierzu Nieznany. Jeszcze nie!
ŻUBR
Daj znicz. — Stoję karny, nad mogiłą bez imienia — stróżuję, obłędy mu swoje ofiaruję. — Najpotrzebniejszy on — człowiek stalowych nerwów. — Przymiot170 mu mięso stoczy, kości zeżre, ale nerwów splot ostanie. A my? — Pochylam głowę. — Inna heraldyka ludzi, inna Boga. — Może w żyłach pachciarza171 faluje krew książęcia, a w szatę arystokraty przybrany wnuk hajduka172, tancmistrza, Włocha śpiewaka, Cygana. — Ich czas, bękarty i mieszańcy dzierżą władzę. — Dzieci mają po dwóch ojców.
KUPIEC
Taka moda. — Na cztery ręce się robi. — Współdzielnie.
ŻUBR
Ziębnie świat. — Skarlało, zdrobniało, spodlało życie. — Służalcza kariera, drapieżny geszeft173 — manekiny — widma. Ginie rzetelna wieś, rosną miasta jak wodna puchlina. Masz słuszność, szynkarzu: i w każdym korzeniu szpieg. — Przebiegłe i zawistne, ambitne, chciwe i czelne. — Głodne jadła i pracy, a mnoży się szarańcza, ród ludzki plugawi. — Podmywa szczyty — znieprawia. — Kapłani szwargoczą językiem handlarzy, poeci-prorocy klecą rymy dla tinglów174, świątynia teatru tawerną, a książka agentem zamtuzów175. Pozostaliśmy ostatni, szaleńcy, już tylko tu. Już nie bój, ale uparte w upodleniu trwanie. — Pro publico bono. — I cóż? — Ból nasz wsiąka jak krwawy deszcz w bezpłodny piasek. — Ostatnia rezerwa, ostatni myśliciele, ostatnia ofiarność i cnota, i prawda.
KUPIEC
Życie, Profesorze, to dziś egzamin. Zdał do pierwszej klasy — ma stragan, do drugiej — sklepik, do trzeciej — sklep, do czwartej — dom towarowy, do piątej — towarzystwo akcyjne, do szóstej — minister, do siódmej — bankier, do ósmej szpiega w zęby i wariat. — Może przestać handlować.