POSŁUGACZ

Pójdę chyba i ja.

Zostają: Profesor, Lekarz, Starzec w łóżku, Żubr na warcie, Smutny Brat.

SMUTNY BRAT

czai się

Wolność? — Tyś ją zrabował. — Ty, życie plugawe. — Ty, za którym biegłem jak szczenię. — Za worek gałganów sprzedałem swą prawość, dobroć, wyobraźnię... Cofasz się — boisz się — drżysz. — Masz (rzuca worek). Twój róg ideałów. Nie umkniesz. Aaa, mam cię. — Aaa, wijże się. — Aaa, kąsasz? — Chytrze, a ja cię zwiodłem. — Długo zbierałem szmaty. — Cokolwiek czyniłem, to żeby do dna poznać twe kłamstwa, podstępy, zdradę, obłudę, twe małe świństewka i wielkie łajdactwa. — Mocno cię za kark chwyciłem. — Ufałem — teraz wstydem płonę. — Prężysz się, wyrywasz? — Dobrze, przyjmuję otwarty bój. — Pierś o pierś, oko w oko. — Krzepkie mam ramiona (odskakuje). — Za późno? — Niee! — A masz, a masz (oczekuje napadu w pozie boksera). — Sam. — Tak, obłęd. — Pogrążony jak nurek w głębiny. — A masz, a masz (uderza). — Za pożar mózgu i zatrute źródła (cofa się). — Za moją ufność — nadzieję. — Masz! (pozycja obronna). — Tak: ostatni śmiertelny bój. — Czaisz się? Czujny ja. — Syczysz? — Nie ulęknę się. — Nęcisz, kusisz? — Na próżno, gadzino zdeptana (Starzec zrywa się z łóżka, przestraszony). — Zabierzcie go — tu nie miejsce dla starców i słabych. — Ooo! (uderzony cofa się). Silne! (walka z różnym powodzeniem). Ja — ja — ja! — Broń się. — Leżysz? — Raz, dwa, trzy... Aaa (pada zamroczony, szarpie odzież). O, piękne, jedyne — silne i władcze. — Nasz rycerski turniej (wstaje — walka).

PROFESOR

Nie uważacie, że to go bardzo wyczerpuje?

LEKARZ

Gdy się zmęczy, uzna się za pokonanego. — Czuwam, ale nie przerywam. — Lepiej, gdy się wypali, niż gdy się tli. — Teraz już wybuchy rzadziej, krócej trwają i bardziej przytomne. — Nie wolno gwałcić ducha, nawet gdy szaleje.