Twórcza jego samotność i samodzielny trud, dążenie do poznania — radość i smutek, miłość, gniew — długa droga — samo zawsze i mimo wszystko — poszukiwania, pomyłki, poślizgnięcia — porażki i zwycięstwa — zmagania z sobą, z życiem.
Mały chłopiec mówi do swego konia (nie pamiętam, na biegunach czy na kółkach):
— Widzisz, koniku, ty nie masz mamusi, a ja mam. Ty nie masz tatusia, a ja mam. Ale i ja też jestem taki samiutenieczki na świecie...
Stary Doktór212
„Antena”213 1938, nr 14 z 3 IV
Samotność młodości
Naprzód rozmowa z jej matką. Ja, że lepiej dać spokój, bo jeśli rodzona matka z rodzoną córką we własnym zakresie — więc cóż ja? Nieufne toto, zblazowane morałem. Taka „sroka” wie, a ja nie wiem: w tym jej wyższość. Tak cię przygwoździ, że języka w gębie zapomnisz albo gorzej — zaczniesz kręcić. Przyłapie i skarci — i wpadnie stary wyga sromotnie. Trzeźwe dziś toto, logiczne, harde, nie ubliżając — pyskate. (Już nie umiem z młodzieżą...) I lepiej nawet, jeśli się wyzwierzy, niż zwierzy. Spojrzy z wyrzutem — zamruga i łzy — i poprosi o skuteczną radę. — „Masz — mówi — doświadczenie, czekam, daj receptę...”
No i jeśli ma słuszność — nie całą, ale tak pół na pół — wtedy co, hm? — Już lepiej zakończyć rozmowę oficjalnie, na sucho — niż — spojrzy z wyrzutem i zapłacze. Bo co z tym fantem zrobić? Pocałować w czoło?
Ale Pani Matka uparła się, że ufa, że mogę szczerze, jeśli uznam, że wina rodziców, że trzeba coś, bo — owszem — rozumie córkę — różnie próbowała — więc straciła cierpliwość...
Rozmowa w cztery oczy (takeśmy uradzili). Więc pytam się: „Co? bardzo źle?” Ona: „Mama chyba mówiła: że nie wiem, czego chcę, brak mi piątej klepki i mam przewrócone w głowie. — A jeszcze co? — To mało? Przykro, że mama jest ze mnie niezadowolona”. (I westchnienie).