Patrzę ja na waszą gospodarkę, chłopaki. Nie podoba mi się. Smutno. Teraz jeszcze jako tako, ale co będzie?
Urośniesz. Zakochasz się. Ożenisz się. Będziesz miał żonę, dziecko, dzieci. Chyba że ustatkujesz się, spoważniejesz jakoś. No, bo co? Jeśli: zastaw się, postaw się. Jeżeli też — dalej tak — bez sensu i ładu? — Pieniądze roztrwonisz, a rodzina: żona puchnie z głodu, dzieci obdarte, opuszczone. Chcesz? Chcesz mieć żonę spuchniętą z głodu? Kto winien? Ty, mąż i ojciec. Kto? Głowa rodziny. Ponury obraz, smutna perspektywa. Nie pomogą wtedy ani Chiny, ani Egipt, ani kolonie francuskie, ani Ameryka.
Zapomniał, że dla gołębi trzeba kupować groch. Zapomniał, że zeszyt kończy się, i wydał na kino. A ty? Pomyśl tylko.
Zegarek na rękę, pierścionek, chałwa, szproty, znów pierścionek — tu dziesięć groszy, tam pięćdziesiąt groszy. Sam widzisz; sam mówisz: zjedli (żarli) i co? Przyjaciel? Nie. Kryzys, deficyt i zgrzytanie zębami. Potem bójka tu, bójka tam — i wylany atrament. Biesisz się, w nosie dłubiesz bezradnie.
Powiadasz, że wujek ci da. Dobrze. Ojciec może też. I brat. Nic pewnego. Może chrzestny, może dziadzio? — Zobaczymy.
Długi twoje — zliczyłem — sięgają zawrotnej sumy: złoty i czterdzieści groszy. Ojca boisz się. Mamy nie chcesz martwić. Brat sam nie ma. Da ci może dziesięć, może dwadzieścia groszy w najlepszym razie. Powiadasz, że trochę oddasz, a potem poczekają. Pewnie. Choć lepiej wszystko. Zobaczysz: poczujesz się wolny, odrodzony, nowy, nowo narodzony. Będziesz kolegom śmiało patrzał w oczy.
Mówisz, że chrzestny jest dobry, wujek też. A gdyby tak — gdybyś przyznał się? Co? Może zechcą ze mną? Pragnę ci pomóc. Może, jeżeli będą mieli czas, żeby urządzić wspólną konferencję, radę familijną? A ty — postąp — tak, oddasz wujowi marki na przechowanie na miesiąc (nie wiem, jakie postawi warunki, miesiąc czy dłużej) — i organki, rewolwer, okulary (do lata). Może jednak lepiej ojcu? Ja powiem, postaram się ciebie usprawiedliwić. Cóż?... Młody. Ojciec twój też był młody. No, nie?
Z panią twoją też rozmówię się. Bo i z nauką podobno krucho. I przeszkadzasz. Z panią później — naprzód chciałem rozmówić się z tobą.
Lekkomyślny jesteś, chłopaku. Położenie twoje ciężkie, sprawa skomplikowana, ale nie beznadziejna.
Już. Pomyśl teraz, jutro powiesz mi, jak postanowiłeś.