O światło, zgiń! Niech nigdy promień słońca

Nie spłynie już w skalany trwogą gród!

Niech straszny mrok, panując tu bez końca,

Skryje ten wstyd, co podły hańbi lud!

Ten wolny nurt, co mężnych krzepił znoje,

Niech wyschnie wraz! Niech w łożu pełza gad!

Przeklinam cię, Lakonio, i twe zdroje!

Niech zatrze czas istnienia twego ślad!

I matki te, co trwożnych synów dały,

Zeusie, zhańb! Oblicza wstydem spal!