— Na osiem godzin nie warto otwierać nawet. Mają rację.
— Podatki. Licytacje.
— Dla głupców. Nie jest tak źle. Nie wierz.
— Kto by się tego spodziewał?
— A ja dawno wiedziałem. — Spotyka mnie na ulicy i: „Może papierosika?”. — Tknęło mnie, ale nic. A on wyjmuje ergo76. Nie, moja kochana, jak człowiek ma dzieci w szkołach, nie częstuje. — Ergo w dodatku.
— Oczy mi otworzyłeś. Teraz dopiero rozumiem. — Spotykam ją przed składem aptecznym. — Co — jak? — Musi wstąpić. — Dentosan. — I szczoteczkę do zębów.
— A widzisz. Życie nad stan. A teraz wpadli. I co?
— Po pierwsze: za wcześnie. Później — dobrze, ale nie od razu. Tymczasem autonomia.77 — Po drugie — nie socjaliści. — Moraczewski78! — Po trzecie — nie na Kijów, tylko od razu na Moskwę. Europa by pomogła. — I zgnieść! — Że Napoleon — to co? — On wtedy w jesionce, a my w kożuchach. — Nie zmarzlibyśmy. — Po czwarte — trzeba było — zamach stanu — dyktator — i za mordę!
— Mój kochany, i wielcy ludzie — błędy...
— Wielcy ludzie — błędy? No, dobrze. Ale dlaczego my mamy cierpieć?