Różnie próbowałem, nie zawsze fortunnie. Zacząłem od wykładów — nie udało się. Kar nie chciałem stosować, nagrody zawiodły. Nie umiem przynaglać, nie wierzę w kontrolę, tylko zaostrza czujność. Zresztą należałoby o każdym z osobna. — Życzliwi twierdzą, że mają mniej trudności; z obu stron nie ma złej woli, podrażnienia, niechęci.
SCENA TRZECIA
STOLARZ
No i coście to poznosili? Mówiłem, żebyście czekali, aż przyjadę. — Janek, zanieś te cegły do warsztatu.
CHORZY
Zaraz, my to zaraz. Niech się majsterek nie gniewa.
STOLARZ
Bo wy chcecie prędko, a tak nie można. Dzień dobry panu doktorowi. Janek, przywitaj się. No, bierz i chodź, ale tylko po cztery, bo zrzucisz.
LEKARZ
Były pacjent. To bodaj jedyny wierny uczeń mojej „szkoły”. Gderze, dąsa się, grozi, że nas porzuci, a blisko od roku wszystkie niedziele i święta tu spędza — z synem.