Póki słońce kipiało, wędrował, a na zimę ściągnął do stolicy, ale nie do świątyni. Nie lubi siedzieć zamknięty.
Patrzy, a pod parkanem dzieci się bawią. Przystanął, i tu wywiadowca mało nie przydybał Staruszka, ale i on na baczności. Chciał uciekać, ale spostrzegł, że Mu się nie uda, więc zatoczył się, skiknął w górę, ale już deszczem paciorków. Aż zadzwoniło.
Padł łapacz na kolana, próbuje zbierać. — Aleee! — Zwyczajne się wyślizną, a cóż dopiero boskie. — A paciorki hyc-hyc — każdy w innego chłopca, a dziewczynę. I tak się rozlatały po dzieciach. A one w śmiech.
„A to ci, bracie, opera158. Teraz my Pana Boga nosić będziemy w sercu, kiedy nie chce z wami. A każdy po paciorku, żeby jednemu nie było za trudno”.
SCENA ÓSMA
PROFESOR
Spóźniliśmy się?
LEKARZ
Obiad jedzą. Właśnie dziś otrzymują po kieliszku wódki. Wydatek drobny, a urozmaicenie w bezbarwnym, koszarowym życiu.