Idźcie, kolego, ja zaczekam.

Stolarz i Janek niosą płytę.

POSŁUGACZ

Dawaj, to dla ciebie za ciężkie.

STOLARZ

Nic mu nie będzie. Niech wie, że życie twarde. — Jak chcą, niech mają (do Profesora). — Ja to znam. — Siedziałem tu z nimi, jak mi żona nieboszczka umarła w połogu. Taki na mnie tuman naszedł, że grzech chciałem popełnić. — Żeby nie doktór159, byliby nie upilnowali.

PROFESOR

A teraz dobrze?

STOLARZ

Dobrze zupełnie nie jest, ale jakoś sobie radzimy. Prawda, Janek? W niedzielę gorzej, więc tu przyjeżdżamy.