W szkole, prócz paru uczniów, chłopcy nigdy nie mówili o książkach. A to, co w nich napisane, mówiło się tylko wtedy, kiedy nauczyciel wyrwał do tablicy.
Tu zaś zupełnie inaczej.
— Czy to ładna książka? Co czytałeś? O czym tam się mówi? Znam, nie znasz. Bajka, powieść, wierszyki, życiorysy. Łatwa, trudna książka; w jednym, w dwóch tomach.
Chłopcy brali książki dla siebie, dla braci, sióstr i rodziców.
Olek znał tu wszystkich i jego wszyscy znali. Dawał wskazówki, namawiał, odradzał.
— Myślisz, że pani ci da trzy powieści? A inni co będą mieli? — Tej książki nie bierz, bo koniec wydarty. — Ta strasznie śmieszna. — To podróż fantastyczna. — Weź tę dla ojca.
Sam Władek nic by nie wiedział.
Olek oddał kartkę z pieczątką rządcy.
— Proszę pani, to nowy chłopak.
Władek tylko szurgnął26 nogami, i to niezgrabnie, bo go pchali, bo miejsca nie było.