Ale wszedł felczer51, który mierzy wszystkim gorączkę rano i wieczorem.
— Proszę pana, gdzie Wicuś?
— Zabrali go rodzice.
— A mnie kiedy zabiorą?
— Ty duży, nie tęsknisz do domu.
Władek westchnął: i on chce być w domu. Gardło go tylko troszeńkę jeszcze boli.
Rozdział siedmnasty52
Władek był już zupełnie zdrów, tylko mu skóra z rąk i nóg schodziła. Władek zdrapywał kawałki skóry, żeby prędzej wrócić do domu. Dostawał już bułki do jedzenia, ale tylko dwie.
W niedzielę odwiedził go ojciec; mama nie mogła przyjść, bo Pchełka chora. Na przyszłą niedzielę Władek wróci do domu. Tak mówi doktor. — Czy dobrze Władkowi w szpitalu?
— Dobrze, tylko się przykrzy bardzo. Wczoraj chłopakowi, co leży przy oknie, przecinali wrzód na szyi; wcale go nie bolało, bo mu dali na sen takie krople. A ten, co leży przy ścianie, jest także z ich podwórka, ten chłopak posłańca, co go tak biją; nie chce wracać do swoich, bo tu co dzień mięso dostaje i w łóżku śpi. — Czy Wicuś naprawdę jest w domu? I dlaczego zabrali go w nocy, a nie w dzień, po wizycie rodziców, jak wszystkich? — I teraz także dwoje dzieci jest wypisanych, bo zdrowe. — Czy Wicuś już nie krzyczy i czy przytomny?