Syn rządcy jest bardzo niemiły, chwali się zupełnie jak kuzyn Janek. Ojciec mu kupi zegarek, rower, karetę; ma stryja proboszcza, bogatego wuja, u którego jeździł na kucu. Najczęściej mówi o zegarku i wtedy Władek myśli o ojcu, który już nie nakręca wieczorem zegarka i nie ma pierścionka na palcu, bo zastawione w lombardzie56.
Zaprosił ich syn rządcy do siebie. Kazali nogi wycierać, żeby nie zabłocić podłogi, o ścianę się nie opierać, bo nowa tapeta. A muszą się z synem rządcy przyjaźnić, bo im robi trudniejsze zadania; ale trzeba się prosić57 dopiero i kłaniać, jakby nie wiem co: to czasu nie ma, to później, to mu się nie chce.
— Niech się tylko generalna bitwa uda! — mówi Olek, który tak nazywa egzamin.
Egzamin miał być w jesieni58 — a już w lipcu Olek z rodzicami wyjechał na zawsze do Łodzi.
Zebrali się w trójkę z Manią po raz ostatni na dachu lodowni. Długo patrzeli na niebo, czekali, żeby spadła gwiazda, żeby razem powiedzieć:
— Chcemy być sławni.
Bo Mania, która ciekawie umie opowiadać i najlepiej wiersze lubi czytać, też chce być sławną — poetką, jak Konopnicka59.
Później Olek wyszedł z Władkiem na ulicę, bo musi mu coś bardzo ważnego powiedzieć. Olek jest taki poważny jak jeszcze nigdy.
— Władek, pamiętasz tę dewizkę z globusem?
— Pamiętam.