— Więc widzisz, ja tę dewizkę ukradłem w budzie. Jak się dziś żegnałem, to mu powiedziałem. Powiedziałem, że strasznie chciałem mieć globus; że ją darowałem i już nie mogłem odebrać; że była potem fantem dla Michalinki. Powiedziałem, żeby wytrącił60 mi z pensji, ale nie chciał i rękę mi podał — taki poczciwy. Chciał dać portmonetkę na pamiątkę, ale nie wziąłem. I już nie mogłem ciebie rekomendować61... Nie gniewasz się na mnie? Nie pogardzasz mną, Władku?

Olek chce jeszcze coś najważniejszego powiedzieć.

Olek będzie listy pisywał do Władka i Mani.

— Tylko nie mów nic Mani, ja jej sam wszystko powiem. Bo widzisz, ja ją kocham i będę jej wierny. To nic, że wyjeżdżamy do Łodzi. Jak urosnę i będę zarabiał, przyjadę i ożenię się z Manią — pozwolisz?

Władkowi się dziwnym zdawało62, że Olek chce się z Manią żenić i że ją kocha. Jeżeli chce, a rodzice pozwolą — dobrze, niech ją pojmie za żonę.

Olek powiedział, że będzie mu wdzięczny do grobowej deski.

Rozdział dwudziesty

Nadeszła znów zima.

Mówiła wtedy mama, że może w lecie coś się lepszego obmyśli. Myśleli, szukali...

Złożył ojciec podanie na konduktora tramwajów. Chodził ojciec do banku, gdzie potrzebny był woźny. Myślał na wieś wyjechać na ekonoma. Stracił trzy ruble w biurze, gdzie dają posady. Bez protekcji żadnej pracy nie znajdziesz, po każdy bochenek chleba sto rąk się wyciąga, a w uczciwe ręce najtrudniej chleb się dostanie. Im dłużej i ciężej pracujesz, tym gorzej płacą: po co mają trzymać starego, kiedy młody taniej robić będzie.