Nadeszła znów zima.

Ojciec wciąż jest w piekarni, Władek u mydlarza; Mania, zamiast do kwiatów, chodzi do gorseciarki63 — podobno ten fach lepszy.

Zima ciężka, a Władek już wie, że tak zawsze być musi, że u wszystkich tak samo. Znów węgiel drogi, znów chłodno i głodno, inaczej być widocznie nie może.

Olek dotrzymał słowa: dwa listy napisał. W pierwszym liście się pyta, czy Władek zdał egzamin i czy do szkoły już chodzi.

Nie, Władek nie zdał, przegrał bitwę — ha, trudno!

Na piśmienny egzamin64 nie wziął papieru i pióra, nie wiedział, bo skądże miał wiedzieć? Zaczęli dyktować, on siedzi i patrzy.

— Ty dlaczego nie piszesz? Ot, głupiec! I cóż ty myślisz, że nosem na stole będziesz pisał dyktando?

Gniewał się nauczyciel, dał papier i pióro, kazał prędko pisać, żeby czasu nie tracić, bo wszyscy czekają. Pośpieszył się Władek, źle napisał: koślawo, z błędami.

Ściął się, jak mówią uczniowie.

W drugim liście pisał Olek, że tęskni, że chciałby już wrócić, że nawet czytelnia tam jakaś pokraczna. Olek bada teren dopiero — tak każe sztuka strategiczna wojenna.