Trzy wyprawy Herszka

Pytają się:

— Co on tam robił? — Był sam? — Za mostem był sam?

A chłop odpowiada:

— Toć wam mówię. Leżał chłopak koło drogi. Leżał w polu za mostem, za chałupami, na drodze do lasu. — Jadę do miasta na targ. Nic nie wiem. Ale widzę, że dzieciak leży. Pytam się, nie rozumie, do siebie coś gada. — Chory czy głupi, czy jak? — Więc biorę go na wóz. A na rynku poznali, że to tu.

— Ja go poznałem — mówi Symche. — Ja pierwszy pokazałem.

— No, zabierać go teraz, kiedy wasz, bo nie mam czasu.

A Herszek leży na wozie. Słucha i nie wie. — Patrzy na wóz i na chłopa. Patrzy na Surę, na Chanę. Patrzy na Symche i na Abrama. Patrzy na małą Małkę i na chłopaków, którzy zebrali się koło wozu.

Wyciera ręką nos i oczy. Pyta się:

— Gdzie mój miecz?