W nocy Lejb gniewał się na niego:

— Dlaczego tyle pijesz? Znów zrobisz w majtki, a ja nie chcę ciągle prać. — Dlaczego nie jesz? Może chcesz chałę, że ci chleb nie smakuje? — Dlaczego kręcisz się i kaszlesz, że nie mogę spać?

A dziś rano było mu bardzo gorąco. Bolą go oczy i głowa. — Herszek nie szukał dziś, co wyrzucili w nocy do śmietnika. — Biją się trzy wróble, a on nic. — Małka mówi: „chodź, już rośnie nasz groch koło budy”, ale on nie odpowiada.

A tu widzi, że trzyma nie kij, ale miecz: duży, ostry — żelazny miecz.

Wstaje i schodzi z trzeciego schodka, idzie przez podwórze do bramy. Idzie do bramy, wychodzi na ulicę. Sam idzie na rynek i dalej, i dalej. Idzie, idzie, idzie. Ma miecz. Idzie długą drogą do Palestyny.

Idzie długo — bardzo, bardzo długo. Daleko idzie, bardzo daleko. — Już jest za miastem, już jest na pustyni. Idzie sam. Widzi nieznane kraje. Widzi rzekę, most, widzi łódkę. — A tam las, małe domy, małe krowy i konie. A Lejb nie mówił, że w Palestynie jest wszystko takie małe.

Idzie dalej i już więcej nie może. Zaraz się przewróci. — Uderzył mieczem ziemię, usiadł: zaraz będzie woda.

A potem już nic. — I potem dopiero jest już w domu i bogata Sura daje mu mleko, takie dobre, białe i słodkie. A Ester mówi: „on ma odrę, będzie zdrów”.

I był zdrów. I ojciec oddał go do chederu; ale go wyrzucili, kiedy powiedział do rebego16: „kłamiesz”. — To długa historia.

*