Siedzi Herszek na schodku, trzyma książkę, przy nim siedzi wariat i coś opowiada. — Nabożna Chana kiwa głową i mówi: „Dobrze, że matka nie dożyła, jakiego jej syn ma nauczyciela”. — Bogata Sura mówi: „Wyrośnie na złodzieja”. — Mądra Ester mówi: „Herszek raz już uciekał za miasto, leżał na polu, na drodze; teraz on zrobi z niego do reszty wariata”.
— Może tak, może nie — mówi siwy Abram, który pamięta wojnę i zarazę.
A nowy rebe tłumaczy:
— Tak, tak, tak. Mrówki żyją i litery żyją. Można czytać mrówki, można czytać ludzi i Boga. Tak, tak, tak. Boga trzeba szukać. Tak, tak, tak. Daleko jest dobry Bóg. Tak, tak: ty nic złego nie powiedziałeś, Bóg nie kazał bić biednych dzieci. Tak, tak: prawdę powiedziałeś. Tak. Dużo ludzi kłamie. — Już idę. Już nie mam czasu.
Wariat gładzi Herszka po głowie, jakby mu płacili za naukę, jakby go ojciec częstował w sobotę rybą i wódką.
Mówi:
— Poszedł on w świat i żył na pustyni, gdzie były lwy i dzikie narody. Zapomniał on modlić się. Tak, tak, tak. — Chce mówić: Szma Israel18 — tak, tak — nie pamięta. — Chce tylko: mojde ani19. Tak, tak, tak. Nie pamięta. — Chce kadysz20 — rozumiesz? — kadysz — i to on nawet zapomniał.
— I co? Co zrobił? — pyta się Herszek, bo rebe pozwala pytać się.
— Co zrobił? — Tak, tak, tak. Nie wiesz? — On mówił tylko litery. On tylko: alef, beth, gimel, daleth — tak, tak — daleth, he, waw, zajin21 i do końca.
— I co?