Z niezmąconym obliczem dni spokojne wiodą.

Pomnę wszystkie me szały, wszystkie omamienia,

Zda mi się, że te mury, te oto sklepienia,

Przemówią i, przeciwko mnie świadczyć gotowe,

Wraz z gniewem męża runą na mą biedną głowę.

Umrzeć! Stek zbrodni ze mną wraz zejdzie ze świata:

Czyż tak wielkim nieszczęściem istnienia utrata?

W nieszczęśliwym śmierć grozę niełatwo obudzi:

Drżę jeno o to imię, co przetrwa u ludzi.

Smutne dziedzictwo wezmą po mnie biedne dziatki!