On na swym wozie; obok sług garstka stroskana,
Z współczuciem poglądając na twarz swego pana.
Jechał w milczeniu, myśli tocząc w głowie siła106.
Dłoń jego koniom cugle swobodno puściła;
Rumaki, które dawniej nieraz się widziało,
Jak na głos pana serce w nich z ochoty drżało,
Teraz z wzrokiem przygasłym i spuszczoną głową
Zdały się z myśli jego zgodnie iść osnową.
Wtem straszny krzyk, wychodząc jakby z morskiej fali,
Spokojną atmosferę zamącił w oddali;