Ba, mówią, że widziano — ludzie przysiąc mogą —

Boga, jak bok spieniony źgał koniom ostrogą!

Poprzez skały, rozłogi, blady strach je goni,

Oś trzeszczy, pęka wreszcie, lejc wikła się w dłoni.

Już w kawałki rozbryznął się wóz potrzaskany,

On sam na ziemię pada w cugle zaplątany.

Daruj, panie, mą boleść: to straszne wspomnienie

Wiecznie z mych oczu będzie toczyć łez strumienie.

Widziałem twego syna, jak — o straszna męko! —

Wlekły go konie, własną wykarmione ręką!