Woła: na nowo parę płoszy rozhukaną;
Pędzę: niebawem ciało jego jedną raną;
Naszym lamentem, krzykiem, rozlega się niwa.
Wreszcie się uspakaja ich furia straszliwa;
Wstrzymują się opodal mogił starodawnych.
Gdzie leżą zimne szczątki przodków jego sławnych.
Biegniemy: straż, dworzanie za mną; ja na przedzie:
ślad jego krwi szlachetnej niechybnie nas wiedzie;
Głaz się nią barwi; głogi przydrożne i trawy
Włosów jego odartych strzęp dźwigają krwawy.