Dni moje, spokojniejsze, płynęły bez winy;

I, posłusznej małżonki pomna obowiązku,

Hodowałam owoce przeklętego związku.

Nieszczęsne przeznaczenie! Daremna obrona!

Do Trezeny przez męża oto przywiedziona,

Wroga spokoju mego musiałam tam zoczyć37,

I rana, nazbyt świeża, znów poczęła broczyć.

To już nie krwi krążącej w mych żyłach pożary,

To Wenus sama wpiła się w gardziel ofiary!

Dla mej zbrodni odrazą bez granic przejęta,