Ja, w której przedmiot strasznej niebios pomsty widzisz,
Więcej dziś gardzę sobą, niż ty się mną brzydzisz.
Bogi świadkiem, co sami zażegli w mym łonie
Ogień, w którym ród cały mój nieszczęsny płonie;
Ci bogowie, co chluby szukają, niestety,
W tym, aby serce wątłej opętać kobiety.
Wszystkie szańce zbyt mało były mi bezpieczne:
Twe wygnanie, okrutny, wyżebrałam wieczne;
Obmierzłą ci się chciałam stać tym oczywiściej;
By siebie strzec, szukałam twojej nienawiści.