Bezpożyteczna męka na cóż mi się zdała?

Tyś nienawidził; jam cię tym straszniej kochała.

Nieszczęścia twe stroiły cię w powaby nowe:

Tęskniłam, schłam w mym ogniu, łzy lałam jałowe;

Dość ci spojrzeć, by poznać, com przeszła i ile,

Gdybyś, ach, gdybyś oczy miał dla mnie choć chwilę!

Co mówię? To, w tym miejscu, hańbiące wyznanie,

Że czynię je z mej woli, zali mniemasz, panie?

Drżąc o syna, w tej dobie, co los nasz odmienia,

Przyszłam do cię dla niego błagać przebaczenia: