99. nazywała się dawniej cité — prawdziwe znaczenie tego słowa zatarło się prawie całkowicie wśród ludzi nowożytnych: większość bierze miasto za cité, a mieszczanina za obywatela (citoyen). Nie wiedzą, że miasto tworzą domy, lecz że obywatele tworzą cité. Ten sam błąd drogo niegdyś kosztował Kartagińczyków. Nie czytałem, by tytuł cives był kiedykolwiek dawany poddanym jakiegoś księcia, nawet w starożytności Macedończykom, ani za naszych czasów Anglikom, aczkolwiek bliższym wolności niż wszyscy inni. Jedyni Francuzi przybierają poufale to imię „obywateli”, nie mają bowiem zupełnie właściwego jego zrozumienia, jak to można widzieć z ich słowników; inaczej, przywłaszczając je sobie, dopuściliby się zbrodni obrazy majestatu: nazwa ta u nich oznacza cnotę, nie zaś prawo. Gdy Bodin chciał mówić o naszych obywatelach i mieszczanach, popełnił ciężką pomyłkę, biorąc jednych za drugich. Pan d’Alembert nie pomylił się co do tego i dobrze rozróżnił w swym artykule Genewa cztery stany ludzi (a nawet pięć, licząc także i zwykłych cudzoziemców), istniejące w naszym mieście, a z których tylko dwa stanowią republikę. O ile wiem, żaden inny autor francuski nie zrozumiał prawdziwego znaczenia słowa „obywatel”. [Bodin: Jean Bodin (1530–1596), znakomity prawnik francuski, w dziele Sześć ksiąg o Republice (1576) oświadcza się za monarchią absolutną, wyposażoną w pełnię praw zwierzchniczych, uważa jednak za obowiązek monarchów przestrzeganie praw boskich i naturalnych (wolności, własności); d’Alembert: Jean le Rond d’Alembert (1717–1783), filozof i matematyk, jeden z założycieli i twórców Wielkiej Encyklopedii; Russo mówi tutaj o jednym z jego artykułów zamieszczonych w Encyklopedii; przyp. tłum.]. [przypis autorski]

100. znajduje się przeto w położeniu osoby zawierającej umowę sama z sobą; z czego wynika, że nie ma i być nie może żadnego rodzaju prawa podstawowego, obowiązującego ciało narodu, że prawem takim nie jest nawet umowa społeczna — każda jednostka jest równocześnie poddanym i członkiem władzy zwierzchniczej, pomimo więc, że w tym ostatnim charakterze bierze udział w stanowieniu praw, może się zobowiązać wobec zwierzchnika, jako poddany, do ich przestrzegania. Zwierzchnik natomiast ma jeden tylko charakter: jest zwierzchnikiem, może więc być rozważany tylko w stosunku do samego siebie. Gdyby chciał zatem własną uchwałą zobowiązać się do czegoś, to byłoby to zobowiązaniem wobec samego siebie, ogół zobowiązywałby się wobec ogółu. Akt zatem cały nie miałby żadnej prawnej wartości. Stąd wyprowadza Russo nieograniczoność władzy zwierzchniczej, właściwość, która zresztą motywuje się już całkowitym oddaniem się jednostek społeczności. [przypis tłumacza]

101. Ciało jednak polityczne, czyli zwierzchnik, wyprowadzając swe istnienie tylko ze świętości umowy, nie może nigdy zobowiązać się, nawet wobec drugiego, do niczego, co by sprzeciwiało się temu pierwotnemu aktowi... — przestrzeganie przepisów umowy pierwotnej nie stanowi obowiązku zwierzchnika. Zwierzchnik nie może mieć żadnych obowiązków. Jeżeli jednak działa wbrew umowie, przestaje istnieć; będąc bowiem tworem umowy, jako najwyższej normy, jest jedynie jej funkcją, może logicznie działać tylko na jej podstawie i w jej granicach. [przypis tłumacza]

102. Tak więc zarówno i obowiązek, i interes każą obydwu umawiającym się stronom pomagać sobie nawzajem... — wzgląd dwojaki: ogółu na jednostki, jednostek na ogół. Korzyści wypływające ze zjednoczenia się społeczeństwa zależą od ustawicznego uwzględniania tych punktów widzenia. (W oryginale zdanie niejasne, dopuszczające różny wykład). [przypis tłumacza]

103. Otóż zwierzchnik, złożony jedynie z jednostek, które go tworzą, nie ma i mieć nie może interesu sprzecznego z ich interesem... — zwierzchnik nie może wprawdzie zobowiązać się do niczego, jednak on sam jest ogółem, więc z logiki rzeczy wynika, że nie może chcieć szkody dla ogółu, tzn. dla samego siebie. Poszczególnym jednostkom szkodzić nie może, albowiem, jak to później Russo dowiedzie, nie mogą one być przedmiotem jego działalności. Akta jego muszą być co do przedmiotu powszechne. [przypis tłumacza]

104. uważając osobę moralną, stanowiącą państwo, za istotę idealną — dla Russa zatem państwo ma charakter podwójny: 1) jest osobą prawną zawdzięczającą swoją jedność i osobowość normie, a więc tylko idealną osobą; 2) jest jednak także związkiem ludzi o charakterze organicznym, ma więc swoje własne interesy życiowe i potrzeby, które są równocześnie potrzebami i interesami składających je ludzi, wskutek czego ma niejako byt realny i nie jest jedynie idealną, czysto rozumową istnością. [przypis tłumacza]

105. ktokolwiek odmówi woli powszechnej posłuszeństwa, będzie do niego zmuszony przez całe ciało: co nic innego nie znaczy, jak, że zmusi się go do tego, iżby był wolny — słynny paradoks Russa. Można go rozwiązać w następujący sposób: Przystępując do związku społecznego, uznała jednostka wolę powszechną i jej rozkazy za swoją wolę. Ponadto pomyślność związku leży w jej własnym interesie, gdyż korzysta ona dla siebie z udzielanej przez związek ochrony, tak że nie może rozumnie nie chcieć dobra całości. Łamiąc prawa, działa nie tylko wbrew swemu obowiązkowi, ale także wbrew swemu interesowi i swojej racjonalnej woli — przestaje być wolna. Społeczeństwo, zmuszając ją do posłuszeństwa wobec woli powszechnej, zmusza ją do postępowania zgodnego z jej własną racjonalną wolą, zmusza ją, iżby była wolna. [przypis tłumacza]

106. Z formuły układu społecznego widać (...) bez tego byłyby niedorzeczne, tyrańskie i narażone na najstraszniejsze nadużycia — z całego rozdziału wynika, że 1) zwierzchnik nie może być krępowany przez żadne prawa, jednak musi działać w granicach umowy pierwotnej, 2) prawa stanowione przez zwierzchnika muszą być zaopatrzone sankcją przymusu. — Ponadto Russo stwierdza, że każdy uczestnik związku jest członkiem władzy zwierzchniej — na razie jednak nie udowadnia tej tezy. [przypis tłumacza]

107. To przejście ze stanu natury do stanu społecznego wywołuje w człowieku bardzo znaczną zmianę, wprowadzając w postępowaniu jego sprawiedliwość w miejsce instynktu i nadając czynom jego moralność, której im przedtem brakło — podobnie twierdził Hobbes: ze społeczeństwem powstaje dopiero zło i dobro, sprawiedliwość i niesprawiedliwość, cała moralność. — Chodzi tutaj o faktyczną genezę pojęć moralności, ze stanowiska normatywnego można mówić tylko o ich logicznej genezie, o logicznym wywodzeniu się jednych zasad z drugich. Idea moralności jest poza przestrzenią i czasem — Russo to uznaje. Tylko ze stanowiska socjologicznego można mówić o wcielaniu się tej idei w życie ludzkości i tak też czyni Russo. — W całym tym ustępie Russo rozumuje tak, jak gdyby umowa została rzeczywiście zawarta. To pozwala mu stwierdzić w drodze porównania obydwu stanów korzyści stanu społecznego, a co za tym idzie — rozumność umowy. [przypis tłumacza]

108. prawo — tutaj w znaczeniu faktycznej możności. [przypis tłumacza]