Naród polski różni się usposobieniem, ustrojem, obyczajami, językiem nie tylko od swoich sąsiadów, ale od całej reszty Europy. Pragnąłbym, by różnił się od nich także swoim ustrojem wojskowym, taktyką, dyscypliną, by zawsze był sobą, a nie kimś innym. Wówczas dopiero będzie tym, czym być może, i z łona swego wydobędzie wszystkie środki, na jakie go stać. Prawem natury najbardziej nienaruszalnym jest prawo silniejszego. Nie masz ustawodawstwa ani konstytucji, która by mogła od tego prawa wyzwolić. Szukać sposobów uchronienia się od najazdu silniejszego niż wy sąsiada — to gonić za chimerą. Tym bardziej jeszcze chimeryczną byłaby chęć czynienia zaborów i zdobycia sobie siły zaczepnej; nie da się to pogodzić z formą waszego ustroju. Kto chce być wolny, nie może chcieć być zdobywcą. Rzymianie byli zdobywcami z konieczności i — że się tak wyrażę — wbrew samym sobie. Wojna była koniecznym lekarstwem na wady ich ustroju. Ciągle atakowani i zawsze zwycięscy, byli jedynym udyscyplinowanym narodem wśród barbarzyńców i stali się panami świata, broniąc się nieustannie. Wasze położenie jest tak odmienne, że nawet nie moglibyście się bronić przeciw napastnikowi. Nigdy nie będziecie mieli siły zaczepnej, długo jeszcze nie będziecie mieli odpornej; ale będziecie mieli wkrótce, albo raczej — wyrażając się lepiej — macie już silę zachowawczą, która was, nawet ujarzmionych, ustrzeże od zniszczenia i zachowa wam rząd i wolność w jej jedynym i prawdziwym sanktuarium, w sercu Polaków.
Wojska regularne, ta zaraza i wyludnienie Europy200, są dobre tylko dla dwóch celów: albo aby napadać i podbijać sąsiadów, albo by obywateli okuwać w łańcuchy i obracać w niewolników. Obydwa te cele są wam zarówno obce: zrzeknijcie się więc i środka, który do nich wiedzie. Państwo nie może być pozbawione obrońców — wiem to; ale prawdziwymi jego obrońcami są obywatele. Każdy obywatel winien być żołnierzem z obowiązku, żaden nie powinien być nim z zawodu. Taki był system wojskowy Rzymian, taki jest dziś system Szwajcarów, taki winien być każdego wolnego państwa, a zwłaszcza Polski. Skoro Polska nie może opłacać armii, dostatecznej dla swojej obrony, trzeba, by tę armię znalazła w razie potrzeby w swoich obywatelach. Dobra milicja, prawdziwa, należycie wyćwiczona milicja, jedynie jest zdolna cel ten spełnić. Taka milicja nie będzie wiele Rzeczpospolitą kosztowała, zawsze będzie gotowa jej służyć i dobrze jej będzie służyć, boć w końcu zawsze lepiej broni się własnego dobra niż cudzego.
Pan hrabia Wielhorski proponuje wystawienie po jednym pułku z każdego województwa i utrzymywanie tych pułków zawsze w pogotowiu201. Każe to przypuszczać, że rozpuści się armię koronną, a przynajmniej piechotę; sądzę bowiem, że utrzymanie tych 33 pułków zanadto obciążyłoby Rzeczpospolitą, gdyby prócz nich musiała jeszcze opłacać armię koronną. Ta zmiana miałaby swoje strony korzystne i wydaje mi się łatwa do przeprowadzenia, ale może stać się jeszcze uciążliwa i trudno będzie zapobiec nadużyciom. Nie byłbym za rozpraszaniem żołnierzy po osadach i wsiach dla utrzymywania w nich porządku; wywołałoby to wśród nich zanik dobrej karności. Nie należy nigdy pozostawiać żołnierzy, zwłaszcza zawodowych, ich własnemu kierownictwu w postępowaniu, a tym mniej jeszcze powierzać im jakiejkolwiek kontroli nad obywatelami. Winni zawsze pozostawać w swoim oddziale, tak w pochodzie, jak gdy stoją załogą; zawsze podporządkowani i dozorowani, winni być tylko ślepym narzędziem w rękach oficerów. Gdyby im powierzono choćby najmniejszą kontrolę, musiałyby stąd wyniknąć gwałty, uciążenia, nadużycia niezliczone, żołnierze i mieszkańcy staliby się wzajemnymi wrogami; jest to nieszczęście, związane wszędzie z wojskiem regularnym; owe stałe pułki przejęłyby się tym duchem, a duch taki nigdy nie sprzyja wolności. Republikę rzymską zniszczyły legie, gdy odległość podbojów zmusiła ją do utrzymywania tych legii stale w pogotowiu. Jeszcze raz: Polacy nie powinni rozglądać się naokoło, by naśladować to, co się robi u innych, choćby to nawet było dobre. To dobro względne, stosownie do różnych całkiem ustrojów, w ich ustroju byłoby złem. Powinni się starać jedynie o to, co im odpowiada, a nie o to, co robią inni.
Dlaczegóż by więc zamiast wojsk regularnych, stokroć bardziej uciążliwych niż pożytecznych dla każdego narodu, który nie ma zaborczego ducha, nie miano wprowadzić w Polsce prawdziwej milicji, ściśle takiej, jaka istnieje w Szwajcarii, gdzie każdy mieszkaniec jest żołnierzem, ale wtedy tylko, gdy nim być potrzeba? Poddaństwo istniejące w Polsce nie pozwala, przyznaję, na rychłe uzbrojenie włościan: broń w rękach niewolnych będzie zawsze bardziej niebezpieczna niż korzystna dla państwa; ale zanim szczęśliwa chwila wyzwolenia ich nastąpi, obecnie już Polska posiada mnóstwo miast, a ich mieszkańcy, zorganizowani w pułki, mogliby dostarczyć w potrzebie licznych wojsk, których utrzymanie, z wyjątkiem czasu potrzeby, nic by państwo nie kosztowało. Większość mieszkańców miast, nie posiadając ziemi, płaciłaby w ten sposób podatek służbą, a służbę tę można by łatwo tak rozdzielić, by nie była dla nich ciężarem, a by mimo to byli dostatecznie wyćwiczeni.
W Szwajcarii każdy żeniący się obywatel jest obowiązany zaopatrzyć się w mundur, który staje się jego świątecznym ubraniem, w strzelbę przepisanego kalibru i w cały ekwipunek piechura — i zostaje wpisany do kompanii swojego obwodu. Podczas lata w niedziele i święta ćwiczy się tę milicję według przepisanego porządku: naprzód w małych plutonach, następnie w kompaniach, wreszcie w pułkach, póki nie przyjdzie na nie kolej zebrania się w polu i utworzenia we właściwym porządku małych obozów, w których odbywają wszelkie ćwiczenia stosowne dla piechoty. Dopóki nie wyruszają z miejsca swego zamieszkania, w małym stopniu albo i wcale nie odrywani od swoich zajęć, póty nie otrzymują żadnej płacy; ale skoro tylko wyruszą w pole, dostają utrzymanie i pozostają na żołdzie państwa; nikomu zaś nie wolno wysyłać w swoim zastępstwie kogoś drugiego, a to dlatego, by każdy sam się ćwiczył i by wszyscy pełnili służbę. W takim państwie jak Polska można z obszernych prowincji wyciągnąć tylu ludzi, by z łatwością zastąpić armię koronną dostateczną ilością milicji, będącej zawsze w pogotowiu, która, zmieniając się przynajmniej co roku, i złożona z małych oddziałów, pobranych ze wszystkich korpusów, byłaby mało uciążliwa dla obywateli, bo kolej na każdego z nich przypadałaby zaledwo raz na 12 do 15 lat. W ten sposób cały naród byłby wyćwiczony, miałoby się piękną i liczną armię, zawsze w potrzebie gotową, a o wiele mniej kosztowną, zwłaszcza w czasie pokoju, niż dzisiejsza armia koronna.
Ale chcąc, by się to przedsięwzięcie udało, należałoby zacząć od zmienienia w tym punkcie zapatrywania ogółu na ten stan, który istotnie doznałby gruntownej przemiany, i sprawić, by w Polsce nie patrzono na żołnierza jak na bandytę, który dla chleba sprzedaje się za pięć groszy dziennie, ale by patrzono nań jak na obywatela, służącego ojczyźnie i spełniającego swój obowiązek. Trzeba stanowi temu przywrócić dawną cześć, cześć, jaką mu dziś jeszcze oddają w Szwajcarii i w Genewie, gdzie najlepsi z obywateli czują się równie dumni w swym oddziale i pod bronią, jak na ratuszu i na zgromadzeniu najwyższym. Dla tego celu ważnym jest, by przy wyborze oficerów nie zważano na stanowisko, wpływy ni majątek, ale jedynie na doświadczenie i zdolności. Nic łatwiejszego, jak uczynić z dobrego władania bronią punkt honoru, tak by każdy ćwiczył się z gorliwością dla służby ojczyźnie w oczach swej rodziny i swoich, z gorliwością, jakiej równa nie może się zapalić w hałastrze, przypadkowo do wojska zaciągniętej, czującej tylko trud ćwiczeń. Pamiętam czasy, kiedy w Genewie mieszczanie ćwiczyli o wiele sprawniej niż wojska regularne; ale urzędnicy, uważając, że to wszczepiało w mieszczaństwo ducha wojskowego, co nie zgadzało się z ich widokami, postarali się o zduszenie tego współzawodnictwa i udało się im to aż nadto dobrze.
Po wykonaniu tego projektu można by bez żadnego niebezpieczeństwa przywrócić królowi władzę wojskową, wiążącą się naturalnie z jego stanowiskiem; albowiem nie można sobie wyobrazić, żeby naród mógł zostać użyty do pognębienia samego siebie, zwłaszcza gdy wszyscy jego członkowie będą uczestniczyli w wolności. Tylko przy pomocy wojsk regularnych i stałych może władza wykonawcza poddać sobie państwo w niewolę. Wielkie armie rzymskie nie dopuszczały się nadużyć, dopóki zmieniały się za każdego konsula i aż do Mariusza202 żadnemu z nich nawet przez myśl nie przeszłoby użyć ich jako środka do poddania sobie republiki. Dopiero gdy wielka odległość podbojów zmusiła do utrzymywania przez długi czas na stopie wojennej tych samych armii, do rekrutowania ich spomiędzy włóczęgów i do przedłużania prokonsulom dowództwa nad nimi, ci prokonsulowie zaczęli odczuwać swą niezawisłość i zapragnęli użyć wojska dla ugruntowania swej władzy. Armie Sulli203, Pompejusza204 i Cezara205 stały się prawdziwym wojskiem regularnym i duchem rządów wojskowych zastąpiły ducha rządu republikańskiego; a jest to prawdą tak dalece, że żołnierze Cezara bardzo się obrazili, gdy Cezar, wzajemnie z nich niezadowolony, nazwał ich obywatelami, quirites206. W projekcie, o którym myślę i którego zarys wkrótce ukończę, cała Polska stanie się wojownicza, zarówno dla obrony wolności przeciwko zamachom panującego, jak przeciw zamachom sąsiadów; i śmiem powiedzieć, że gdy projekt ten raz dobrze zostanie przeprowadzony, będzie można skasować urząd hetmana wielkiego i połączyć go z koroną bez najmniejszego niebezpieczeństwa dla wolności — chyba żeby naród dał się uwieść zamiarom zdobywczym, bo w tym wypadku nie ręczyłbym już za nic. Kto chce pozbawić drugich wolności, zawsze prawie kończy na tym, że własną traci; jest to prawda nawet w odniesieniu do królów, a jeszcze większa prawda w odniesieniu do narodów.
Dlaczegóż by stan rycerski, w którym spoczywa naprawdę Rzeczpospolita, sam nie miał także zorganizować się według planu, jaki proponuję dla piechoty? Utwórzcie w każdym województwie oddziały kawalerii, do których zostałaby wpisana cała szlachta, które miałyby swoich oficerów, swój sztab, sztandary, miejsca zborne wyznaczone na przypadek alarmu, terminy corocznego zbierania się; niechaj ta dzielna szlachta uczy się ćwiczyć w szwadronie, różnego rodzaju ruchów, manewrów, porządku i dokładności w ćwiczeniach, niech zapoznaje się z subordynacją207 wojskową. Nie chciałbym wcale, by naśladowała niewolniczo taktykę innych narodów. Pragnąłbym, by wytworzyła sobie własną taktykę, rozwijającą i udoskonalającą jej naturalne, narodowe zdolności; by ćwiczyła się zwłaszcza w ruchach szybkich i lekkich, w łamaniu szyku, rozpraszaniu się, zbieraniu się bez trudu i zamieszania, by celowała w tym, co się nazywa wojną podjazdową, we wszystkich poruszeniach właściwych wojskom lekkim, w sztuce zalewania kraju na kształt potoku górskiego, docierania wszędzie, sama nigdzie nie dając się przydybać, w działaniu zawsze łącznym, chociaż oddziałami, w przecinaniu połączeń, w zagarnianiu taboru, atakowaniu tylnych straży, znoszeniu straży naprzód wysuniętych, w zaskakiwaniu oddziałów, szarpaniu większych jednostek razem maszerujących i obozujących; by przyswoiła sobie sposób postępowania starożytnych Partów208, których wartość już posiada, i by się nauczyła, tak jak oni, pokonywać i niszczyć armie najlepiej wyćwiczone, nie wydając nigdy bitwy i nie zostawiając im chwili wytchnienia. Jednym słowem: miejcie piechotę, skoro jej potrzeba, ale liczcie tylko na swoją jazdę i nie zapominajcie o niczym, co by mogło przyczynić się do wynalezienia systemu oddającego losy wojny w ręce jazdy.
Złą radą dla narodu wolnego byłaby rada posiadania twierdz; nie odpowiadają one zupełnie geniuszowi polskiemu, a prędzej czy później stają się wszędzie gniazdami tyranów. Twierdze, które według zamiarów waszych obwarowujecie przeciw Rosjanom, nieomylnie dla nich obwarowujecie — staną się dla was okowami, z których się już nie wyzwolicie. Nie dbajcie nawet o korzyści stałych stanowisk wojskowych i nie rujnujcie się na artylerię: nie tego wszystkiego wam potrzeba. Nagły najazd jest bez wątpienia wielkim nieszczęściem, ale znacznie większym jeszcze są kajdany trwałe. Nigdy nie osiągniecie tego, by waszym sąsiadom trudno było wejść do was, ale dokazać tego możecie, żeby nie zdołali wyjść bezkarnie, i w tym celu powinniście dołożyć wszystkich starań. Antoniusz209 i Krassus210 łatwo weszli do kraju Partów, ale na swoje nieszczęście211. Kraj tak rozległy jak wasz zawsze użyczy mieszkańcom schronienia i licznych sposobów ujścia przed napastnikiem. Żadna sztuka ludzka nie potrafi przeszkodzić gwałtownemu działaniu silnego przeciw słabemu, ale słaby może sobie przygotować sposoby przeciwdziałania; a gdy doświadczenie nauczy sąsiadów, że tak trudno jest wyjść od was, nie będą się tak kwapili z wchodzeniem. Niech więc kraj wasz będzie ze wszech stron otwarty, jak Sparta, ale wybudujcie, jak ona, mocne twierdze w sercach obywateli; a jak Temistokles212 Ateny brał na okręty, tak wy w potrzebie zabierajcie miasta wasze na konie. Duch naśladownictwa tworzy niewiele dobrych rzeczy, a już nigdy nie tworzy wielkich. Każdy kraj ma właściwe sobie korzystne warunki, a ustrój jego winien je zwiększać i rozwijać. Chrońcie, pielęgnujcie korzystne właściwości Polski, a mało będzie narodów, którym by mogła zazdrościć. Jedno wystarczy, aby nie mogła zostać podbita: miłość ojczyzny i wolności, ożywiona nieodłącznymi od niej cnotami. Co dopiero daliście przykład jej, na wieki pamiętny. Dopóki ta miłość gorzeć będzie w sercach waszych, może was nie uchroni od przemijającego jarzma, ale prędzej czy później wybuchnie, wstrząśnie jarzmem i da wam wolność. Pracujcie więc bez ustanku, bez przerwy, by patriotyzm we wszystkich sercach polskich podnieść do najwyższego stopnia. Poprzednio wskazałem kilka środków odpowiednich do tego celu; pozostaje mi jeszcze rozwinąć tutaj ten z nich, który uważam za najsilniejszy, najpotężniejszy, a nawet za dający nieomylne powodzenie, jeżeli będzie dobrze wykonany: dokazać tego, by wszyscy obywatele czuli, że współobywatele zawsze na nich patrzą, by każdy posuwał się w hierarchii i dochodził tylko dzięki łasce publicznej; by każde stanowisko, każdy urząd był obsadzany na podstawie życzenia narodu i w końcu by wszyscy — od ostatniego ze szlachty, a nawet ostatniego z chłopów, aż do króla — zależeli o ile możności do tego stopnia od szacunku publicznego, iżby bez niego nie można było nic zrobić, niczego nabyć, do niczego dojść. Z podniecenia, wznieconego przez takie powszechne współzawodnictwo, zrodzi się to patriotyczne upojenie, które samo jedno umie wznosić ludzi ponad nich samych, a bez którego wolność jest tylko czczą nazwą, a ustawodawstwo chimerą.
Łatwo jest wprowadzić ten system w stanie rycerskim, jeżeli będzie się przestrzegało, by jego członkowie posuwali się wszędzie stopniami i by nie dopuszczano do zaszczytów i godności państwowych nikogo, kto by przedtem nie przeszedł przez stopnie niższe, stanowiące wstęp i próbę na drodze do dalszego wzniesienia się. Skoro równość szlachecka jest podstawowym prawem Polski, kariera w sprawach publicznych powinna zawsze zaczynać się od podwładnych funkcji: to stanowi ducha konstytucji. Powinny one być otwarte dla każdego obywatela, którego gorliwość pcha do ubiegania się o nie i który uważa się za zdolnego pełnić je z powodzeniem; ale muszą stanowić pierwszy krok, niezbędny dla każdego, wielkiego czy małego, kto chce postąpić na tej drodze. Każdemu wolno się o nie ubiegać, ale skoro ktoś na tę drogę wejdzie, musi posuwać się dalej, chyba że dobrowolnie ustąpi, albo też musi być odepchnięty z naganą. Trzeba, by widziany i sądzony przez współobywateli we wszystkich swoich poczynaniach, wiedział, że śledzi się każdy krok jego, że waży się wszystkie jego czyny i że prowadzi się wierny rachunek dobrego i złego, który wywrze wpływ na całą resztę jego życia213.