117. W miarę jak spostrzegano jakieś nadużycie, wydawano ustawę, aby mu zapobiegać. Z tej ustawy rodziły się nowe nadużycia, które znowu trzeba było naprawiać. Ten sposób postępowania (...) prowadzi do najstraszniejszego ze wszystkich nadużyć, tj. do osłabienia siły praw na skutek ich mnogości — por. w Ekonomii politycznej: „Najgorszym nadużyciem jest pozornie słuchać praw, aby je tym pewniej faktycznie przekraczać. W takim stanie rzeczy na próżno piętrzy się edykta na edykta, reglamentacje na reglamentacje: wszystko to służy tylko do wprowadzenia nowych nadużyć, a nie naprawia dawnych. Im więcej praw mnożycie, tym bardziej podajecie je w pogardę; a wszyscy dozorcy, jakich ustanawiacie, są tylko nowymi przestępcami prawa, przeznaczonymi na to, by dzielili się z dawnymi albo łupili na własną rękę”. W ustępie zaś „O Prawach” z fragmentów Instytucji politycznych pisze: „Gdyby mnie zapytano, który naród jest najbardziej zepsuty, odpowiedziałbym bez wahania, że ten, który ma najwięcej praw. Wola czynienia dobrze wystarcza na wszystko, a ten, kto umie słuchać prawa sumienia swego, nie potrzebuje innych praw; ale mnogość praw świadczy o dwóch rzeczach, zarówno niebezpiecznych i zawsze prawie idących w parze, a mianowicie o tym, że złe są te prawa i że są bezsilne. Gdyby prawa były dostatecznie jasne, nie potrzebowałyby coraz to innych wyjaśnień czy nowych zmian; gdyby były dostatecznie mądre i gdyby je kochano i szanowano, nie widziałoby się tych groźnych i wstrętnych sporów między obywatelami a władzą zwierzchnią, gdy tamci dążą do omijania praw, ta zaś do ich utrzymania” itd. [przypis redakcyjny]
118. Ten sam parlament trwa tak długo, że dworowi, który wyczerpałby swe środki, chcąc go co roku kupować, opłaca się kupić go na siedem lat, czego też robić nie omieszkuje — król angielski Jerzy III (1760–1820) dążył do ujęcia w swe ręce rządów i do sprawowania ich osobiście, w niezależności od parlamentu. Nie naruszając konstytucji, potrafił środkami przekupstwa i faworów zdobyć sobie większość w parlamencie i uczynić ją swoim powolnym narzędziem. Ten sposób oddania parlamentu królowi, względnie gabinetowi cieszącemu się jego zaufaniem, nie był zresztą w Anglii nowością w chwili wstąpienia na tron Jerzego III. Przekupność parlamentu angielskiego stała się w XVIII w. przysłowiowa. Sławny mąż stanu Robert Walpole (1676–1745), kanclerz skarbu, zwany przez parlament i kolegów w ministerium „pierwszym ministrem”, rządzący Anglią za panowania Jerzego I i Jerzego II w latach 1721–1742, wprowadził formalnie system przekupywania posłów i sam chwalił się, że zna cenę każdego sumienia. I następcy Walpole’a uciekali się do tego samego środka: ks. Newcastle np. stracił na przekupywanie znaczną część swojej ogromnej fortuny. [przypis redakcyjny]
119. pacta conventa (łac.) — w dawnej Polsce umowa zawierana między królem elekcyjnym a wybierającą go szlachtą. [przypis edytorski]
120. poddałoby Polaków pod jarzmo [dziedzicznej monarchii], które dźwigają wszystkie narody, a od którego oni jedni są wolni; bo Szwecji już nie liczę — możliwe, że tu mieści się aluzja do monarchicznego zamachu stanu, dokonanego przez Gustawa III (1771–1792). W Szwecji po śmierci Karola XII sejm i senat ujęły w swe ręce całą władzę rządową, pozbawiając króla wszelkiego wpływu. W dniu 19 sierpnia 1772 r. Gustaw III otoczył sejm wojskiem i podyktował mu nową konstytucję. Oddawała ona królowi całą władzę rządową, ograniczając sejm, zbierający się tylko na wezwanie królewskie, do uchwalania wniosków przedłożonych mu przez króla. [przypis redakcyjny]
121. władza wykonawcza, podzielona między kilka jednostek, nie ma harmonii między swymi częściami, co powoduje ustawicznie szarpanie, niedające się pogodzić z dobrym porządkiem. Każdy z depozytariuszów pewnej części tej władzy, na mocy takiej władzy cząstkowej wynosi się pod każdym względem nad urzędników i prawa... — por. w Umowie społecznej III, 10, gdzie podaje dwie możliwe przyczyny rozkładu państwa. Pierwsza, to uzurpacja władzy zwierzchniej ze strony rządu. Druga, „...gdy członkowie rządu oddzielnie uzurpują władzę, którą powinni wykonywać tylko wspólnie; stanowi to nie mniejsze przełamanie praw, a wywołuje nieład jeszcze większy. Wówczas ma się, by użyć tego wyrażenia, tylu książąt, ilu jest urzędników; a państwo, nie mniej jak rząd podzielone, ginie albo zmienia formę”. Por. także przytoczoną we wstępie do Umowy ocenę rządu polskiego. Również Mably twierdzi: „O ile mogłem zapoznać się z waszą administracją, wydaje mi się, że całe zło pochodzi od czterech ministrów. Despotyczna władza, jaką sobie przywłaszczyli w różnych działach swych departamentów, zniszczyła władzę sejmu i władzę senatu i ważę się przepowiadać, że o ile utrzymacie ten despotyzm, przeprowadzicie reformę zupełnie bezużyteczną... Sądzę, że nie wystarcza, by te wszystkie godności nadawał odtąd sejm... Chciałbym naprzód, by ustawa zasadnicza udowodniła w sposób najbardziej oczywisty, że nic dobrego nie da się zrobić bez zupełnej zmiany tej formy administracji. W rezultacie postanowi, że urzędy ministerialne, zamiast żeby były nadawane dożywotnio, będą nadawane tylko na cztery lata, a będzie je można powierzać tylko senatorom. Ci ministrowie, zamiast żeby sami zarządzali sprawami swych departamentów, będą przewodniczyli radzie złożonej z sześciu senatorów, w której wszystko będzie się rozstrzygało większością głosów... Rada ta będzie badać wszystkie należące do niej sprawy i przedstawiać sprawozdania zebranemu senatowi, który będzie ostatecznie decydował”. [przypis redakcyjny]
122. każde ciało, które jest depozytariuszem władzy wykonawczej, dąży usilnie i trwale do ujarzmienia władzy prawodawczej i osiąga to wcześniej czy później — dążenie egzekutywy do uzurpacji uważa Russo za regułę, za fatalistyczne prawo dziejowe. W Umowie społecznej III, 10 tak o tym mówi: „Tak jak wola jednostkowa działa ustawicznie przeciwko woli powszechnej, tak samo rząd czyni ciągłe wysiłki przeciwko władzy zwierzchniej. Im bardziej wzmaga się ten wysiłek, tym bardziej psuje się konstytucja; a skoro nie występuje tutaj wola żadnego innego ugrupowania, która by, opierając się woli księcia, równoważyła ją, musi prędzej czy później dojść do tego, że książę zgnębi w końcu zwierzchnika i złamie układ społeczny. Na tym właśnie polega zło, wewnątrz tkwiące i nieuniknione, które od samych narodzin ciała politycznego dąży bez przerwy do zniszczenia go, tak samo jak starość i śmierć niszczą w końcu ciało człowieka”. [przypis redakcyjny]
123. Dla zaradzenia temu złu, radzą wam podzielić senat na kilka rad albo departamentów — Mably; por. Wstęp rozdz. I oraz przypisek na str. 29 [przypis do fragmentu ze słowami „władza wykonawcza, podzielona między kilka jednostek, nie ma harmonii między swymi częściami”; red. WL]. [przypis redakcyjny]
124. idea ks. de Saint-Pierre, a rozwinął on ją dobrze w swojej „Polysynodii” — ksiądz de Saint-Pierre (1658–1743), moralista i pisarz polityczny. Jego rozprawy: Polysynodię i Projekt wieczystego pokoju Russo przygotował do druku, dołączając własne obszerne uwagi nad nimi; zarzucał mu m.in., że swoje poglądy oparł na fałszywej przesłance, jakoby ludzie kierowali się rozumem, a nie namiętnościami. Saint Pierre projektuje w Polysynodii powierzenie poszczególnych gałęzi administracji osobnym radom. Członkowie tych rad pochodziliby z wyboru, a każdy z nich po kolei obejmowałby na czas pewien przewodnictwo rady. Poszczególne te rady wiązałaby ze sobą rada ogólna, która jednoczyłaby wszystkie części rządu i w ostatniej instancji dyskutowała i załatwiała wszystkie sprawy. W uwagach swych nad Polysynodią Russo pisze: „Nie mógłbym uważać Polysynodii za pożyteczną ani możliwą w żadnej prawdziwej monarchii, ale uważałbym ją za taką jedynie przy pewnego rodzaju rządzie mieszanym, w którym naczelnik byłby tylko przewodniczącym rady, miałby jedynie władzę wykonawczą i sam przez się nic by nie mógł. A i tak jeszcze trudno by mi było uwierzyć, żeby taki zarząd mógł trwać długo bez nadużyć; bo interesy związków cząstkowych nie mniej odchylają się od interesów państwa i nie mniej są niebezpieczne dla republiki niż interesy jednostek”. [przypis redakcyjny]
125. cenzor — wyższy urzędnik w republice rzymskiej, odpowiedzialny m.in. za przeprowadzanie spisów obywateli oraz dbający o obyczajność. [przypis edytorski]
126. trybun ludowy — urząd w republice rzymskiej, którego podstawowym zadaniem było reprezentowanie interesów uboższych obywateli (plebejuszy) i ich ochrona przed nadużyciami patrycjuszy i samowolą urzędników; trybunom przysługiwało prawo nietykalności oraz prawo weta (sprzeciwu) wobec decyzji innych urzędników i uchwał senatu. [przypis edytorski]