217. custos legum (łac.) — strażnik praw. [przypis edytorski]
218. by poddani i nieszlachta, nie potrzebując się nigdy obawiać niesłusznych udręczeń ze strony szlachcica, uleczyli się z niechęci, jaką z natury rzeczy muszą czuć do niego. Wymaga to znacznej reformy sądów i szczególnej troski o wykształcenie ciała adwokackiego — podobnie Mably uważa wzięcie nieszlachty pod opiekę prawa i sądu za bardzo ważny postulat, ale powątpiewa, czy to da się osiągnąć w stosunkach polskich. Ten pesymizm przeszkodził mu w rozwinięciu szerszego planu reformy społecznej. [przypis redakcyjny]
219. na komitecie cenzorialnym — w Umowie społecznej IV, 7 mówi Russo o cenzurze. „Działa ona w sferze niedostępnej dla przymusu prawnego, tzn. w sferze opinii publicznej, dlatego nie może być wyposażona we władzę przymusu; może tylko swoim moralnym autorytetem wpływać na poglądy obywateli i regulować je”. „Cenzura utrzymuje obyczaje, przeciwdziałając zepsuciu się opinii, utrzymując ich prawość w drodze mądrych zastosowań, czasem nawet ustalając je, gdy są jeszcze niepewne”. Oczywiście cenzura może oddać usługi tylko wówczas, kiedy prawa mają jeszcze pełną swoją moc, może ona tylko utrzymywać dobre obyczaje, ale nigdy nie może ich przywrócić. „Nie można zanadto podziwiać sztuki, z jaką sprężynę tę, całkowicie zatraconą przez współczesnych, stosowali u siebie Rzymianie, a lepiej jeszcze Lacedemończycy”. [przypis redakcyjny]
220. sporządzano by na podstawie dobrych informacji dokładne listy obywateli wszystkich stanów, których prowadzenie się zasługiwałoby na wyróżnienie i nagrodę — przy tych ocenach należy o wiele więcej brać pod uwagę osoby niż poszczególne czyny. Prawdziwe dobro spełnia się bez hałasu. Ktoś może zasłużyć na zaszczyty właśnie raczej prowadzeniem się równym i stałym, cnotami prywatnymi i domowymi, dobrym spełnianiem wszystkich obowiązków swego stanu, wreszcie czynami wypływającymi z jego charakteru i zasad aniżeli jakimiś efektownymi a niespodzianymi wystąpieniami, które znajdują nagrodę już w powszechnym podziwie. Rozmiłowani w zewnętrznych efektach filozofowie lubują się wielce w czynach świetnych, ale są ludzie, którzy za cel swych pięciu czy sześciu takich czynów, bardzo błyszczących, hałaśliwych i wychwalanych, biorą sobie to jedynie, by zmylić opinię co do siebie i zapewnić na całe życie bezkarność dla swej niesprawiedliwości i twardości. „Dajcie nam drobną monetę wielkich czynów”. To odezwanie się kobiece jest bardzo słuszne. (Przypisek Russa). [przypis autorski]
221. (XIV.) Wybór królów — w autografie tytuł na marginesie. Tekst tego rozdziału rozpoczyna się bezpośrednio po ostatnich słowach rozdziału poprzedniego, oddzielony od niego tylko dwiema kreskami w interlinii. [przypis redakcyjny]
222. Dziedziczność korony zapobiega zamieszkom, ale sprowadza niewolę; elekcja utrzymuje wolność, ale za każdym nowym panowaniem wstrząsa państwem. Niemiła to alternatywa — por. w Umowie społecznej III, 6: „Najbardziej widoczną złą stronę rządów jednego stanowi brak tej ciągłości następstwa, co tworzy przy dwóch pozostałych formach rządu nieprzerwalność związku. Po śmierci jednego króla potrzeba drugiego; elekcje wytwarzają niebezpieczne przerwy, są burzliwe, a intrygi i przekupstwo mieszają się do nich, o ile obywatele nie są bezinteresowni i prawi do tego stopnia, jakiego ta forma rządu wcale za sobą nie pociąga. Trudno żeby ten, komu państwo sprzedało się, z kolei nie sprzedał państwa i nie poszukiwał na słabych odszkodowania za pieniądze, które mu wydarli potężni. Prędzej czy później wszystko staje się przekupne przy takiej administracji, a pokój, jakiego się wówczas pod królami zażywa, jest gorszy niż nieład bezkrólewi. Cóż zrobiono dla zapobieżenia temu złu? Ustanowiono dziedziczność tronu w pewnych rodzinach i ustalono porządek dziedziczenia, zapobiegający wszelkim sporom po śmierci króla; to znaczy, że wprowadzając niedogodność regencji w miejsce niedogodności elekcji, przeniesiono pozorny spokój nad mądry zarząd, i że wolano narazić się raczej na to, żeby mieć naczelnikami dzieci, potwory, idiotów niż żeby musiano się zastanawiać nad wyborem dobrych królów”. [przypis redakcyjny]
223. Naprzód pytam: dlaczegóż to Polacy mają brać sobie królów cudzoziemskich?... — Mably radzi powołać na tron polski, jako dziedzicznego króla, któregoś z arcyksiążąt austriackich lub księcia sasko-cieszyńskiego (zięcia Marii Teresy). [przypis redakcyjny]
224. zawszeć (przest.) — „zawsze”, w znaczeniu: pomimo wszystko, wzmocnione dodaniem partykuły -ci, skróconej do -ć. [przypis edytorski]
225. że nie zważając na tych, którym naród oddaje pierwszeństwo, zmusza się go do wyboru tych, których byłby odrzucił. Ale za tę korzyść, której już nie miał — tak rękopis. W pierwszym wydaniu, a za nim we wszystkich następnych, zmieniono tekst na żądanie Wielhorskiego w następujący sposób: „...że nie zważając na tych, którym naród oddawał pierwszeństwo, zmuszano go do wyboru tych, których byłby odrzucił; ale za tę korzyść, której już nie ma...”. [przypis redakcyjny]
226. Jakikolwiek przyjęłoby się projekt, nie trzeba zapominać o tym, co powiedziałem w „Umowie społecznej” — por. w Umowie społecznej II, 10: „Do tych warunków, potrzebnych dla nadania narodowi ustroju, trzeba jeszcze dorzucić jeden, który nie może zastąpić żadnego z tamtych, ale bez którego wszystkie inne są bezużyteczne: a jest nim to, by naród używał dobrobytu i spokoju; albowiem czas porządkowania się narodu jest, podobnie jak czas formowania się batalionu, chwilą, w której ciało jest najmniej odporne i najłatwiej je zniszczyć. Łatwiej można by się oprzeć w stanie zupełnego nieładu niż w chwili fermentu, gdy każdy myśli o swoim stanowisku, a nie o niebezpieczeństwie. Niech tylko wybuchnie w tym przełomowym czasie wojna, głód, bunt, a państwo niezawodnie runie”. [przypis redakcyjny]