*

10 czerwca

Drogi Ojczulku!

To najtrudniejszy list, jaki kiedykolwiek przyszło mi napisać, jednak moja decyzja zapadła i nie ma możności cofnięcia jej. Bardzo to mile, szlachetnie, zacnie i poczciwie z pańskiej strony, że pan chce wysłać mnie tego lata do Europy. Na chwilę upoiła mnie ta myśl, ale po otrzeźwieniu powiedziałam sobie: nie!

Byłoby przecież nielogicznie z mojej strony odmawiać pańskich pieniędzy na opłacanie kolegium, a zarazem przyjmować je na przyjemności! Nie powinien pan przyzwyczajać mnie do zbyt wielkiego dogadzania sobie. Nie czuje się braku tego, czego się nigdy nie posiadało, ale strasznie trudno jest obywać się bez rzeczy, które zaczęło się uważać za własne z natury.

Wspólne życie z Julią i Sallie wystawia wciąż mój stoicyzm na próby ogniowe252. Obie posiadały tysiące rzeczy od kołyski i dlatego przyjmują szczęście jako rzecz naturalną. Uważają, że należy im się od świata wszystko, czego im potrzeba. Może jest tak w istocie; w każdym razie życie wydaje się uznawać ten dług i wypłaca się im z niego. Mnie wszakże nie jest ono nic winne i wyraźnie oświadczyło mi to od samego początku. Nie mam prawa pożyczania na jego rachunek, bowiem przyjdzie chwila, kiedy odrzuci ono moje żądania.

Zapuściłam się na szerokie wody przenośni, myślę jednak, że pan uchwyci nić przewodnią mojego rozumowania.

W każdym razie czuję najwyraźniej, iż jedyną uczciwą rzeczą, jaką winnam uczynić, jest poświęcenie tego lata belferce253 i rozpoczęcie istnienia o własnych siłach.

*

Magnolie