Wyrobiłam sobie nową, niezłomną zasadę: nigdy, przenigdy nie uczyć się w nocy, chociażby Bóg wie ile czekało mnie nazajutrz rano sprawdzianów. Zamiast uczenia się czytam książki. Zwykłe, znane książki. Muszę to robić, bo mam przecież za sobą siedemnaście niewypełnionych nimi lat. Nie uwierzyłby pan, jaką bezdenną przepaścią ignorancji jest mój mózg; teraz dopiero zaczynam sama zdawać sobie sprawę z jej głębi. Rzeczy, którymi większość dziewcząt, obdarzonych odpowiednio dobranym składem rodziny, domu i księgozbioru, nasiąkła od kolebki, są dla mnie zupełnie obce. Nigdy o nich nie słyszałam. Na przykład:

Nie czytałam nigdy Dawida Copperfielda41 ani Ivanhoe42, ani Kopciuszka, ani Robinsona Crusoe43 i ani jednego wiersza Rudyarda Kiplinga44. Nie wiedziałam, że ludzie byli małpami i że Raj jest pięknym mitem. Nie wiedziałam, że R. L. S. znaczy Robert Louis Stevenson45 ani że George Eliot46 był kobietą. Nie widziałam też nigdy kopii ani odbitki obrazu Mona Lisa47 i (to najzupełniejsza prawda, ale pan temu nie uwierzy) nie słyszałam nigdy o Sherlocku Holmesie48.

Teraz wiem już o tych wszystkich rzeczach i o wielu innych jeszcze, ale sam pan widzi, ile zostało mi jeszcze do zrobienia. I — ale to takie zabawne! Cały dzień czekam z utęsknieniem wieczora, a wtedy zawieszam na drzwiach kartkę „zajęta”, rozbieram się, zarzucam na siebie mój śliczny, pąsowy płaszcz kąpielowy, nogi wsuwam w futrzane pantofle, na kanapie wkładam sobie pod plecy stos poduszek, zapalam mosiężną lampę na małym stoliku i czytam, czytam, czytam bez końca. Jedna książka mi nie wystarcza; czytam cztery naraz. Teraz na przykład mam w czytaniu poematy Tennysona49, Takie sobie bajeczki50 i — ale niech się pan nie śmieje ze mnie — Małe kobietki51 Louisy Alcott52. Przekonałam się, że jestem jedyną z dziewcząt w kolegium, która nie była wychowana na Małych kobietkach. Nie mówiłam o tym jednak nikomu (patrzono by na mnie jak na raroga53), ale poszłam i kupiłam tę książkę za ostatniego dolara z mojej zeszłomiesięcznej pensji. Teraz jak będzie przy mnie mowa o marynowanych ślimakach, będę wiedziała, co to znaczy.

(Dzwonek na dziesiątą. Strasznie przerywany ten list).

*

Sobota

Szanowny Panie!

Mam zaszczyt zdać panu sprawę z nowych odkryć w dziedzinie geometrii. W zeszły piątek zakończyłyśmy nasze poprzednie studia nad równoległobokami i zabrałyśmy się do ściętych graniastosłupów. Uważamy, że droga do wiedzy jest bardzo stroma i najeżona trudnościami.

*

Niedziela