Pan Pendleton przypomina mi trochę pana, Ojczulku, oczywiście, jakim pan był przed dwudziestu laty. Widzi pan, że doskonale znam pana, mimo że nigdy pana nie widziałam.

Jest wysoki i szczupły ze smagławą112 twarzą, na pozór surową, rozświetloną wszakże przez zabawny, ukryty uśmiech, który, choć nigdy nie przebija się całkiem na zewnątrz, czai się jednak w kącikach ust. Ma też dziwny sposób przemawiania do człowieka, tak że ma się uczucie, jak gdyby znało się go już od dawna. Jest bardzo towarzyski.

Obeszliśmy całą osadę, zacząwszy od głównego gmachu i skończywszy na boisku. Potem zaproponował mi pójście do naszej stołówki, położonej za laskiem sosnowym. Zwróciłam mu uwagę, że powinniśmy wrócić po Julię i Sallie, powiedział jednak, że nie lubi, aby bratanica opijała się herbatą, wpływa to źle na stan jej nerwów. Wobec tego poszliśmy i piliśmy sami przy małym, ślicznie nakrytym stoliku na werandzie herbatę, do której podano nam pączki, marmoladę, bitą śmietankę i ciastka. Stołówka była pusta ze względu na koniec miesiąca i opróżnione kieszenie.

Bawiliśmy się cudownie. Musiał jednak pędzić na pociąg, więc zaledwie miał czas przywitać się z Julią. Była wściekła na mnie za zabranie jej wuja; zdaje się, że musi być niezwykle bogaty i tym samym bardzo upragniony jako wujaszek. Ulżyła mi wiadomość, że jest taki bogaty; herbata dużo kosztowała, za każdy dodatek do niej liczą po sześć centów od sztuki.

Dzisiaj (poniedziałek) nadeszły ranną pocztą trzy pudełka czekoladek: dla Julii, dla Sallie i dla mnie. I cóż pan na to? Dostać cukierki od mężczyzny?!...

Zaczynam czuć się normalną młodą dziewczyną, a nie podrzutkiem.

Chciałabym, żeby pan przyjechał kiedyś także na herbatę, abym mogła się przekonać, czy mi się pan podoba. Jakie to byłoby jednak straszne, gdyby mi się pan nie podobał.

Bien!113 Przesyłam pozdrowienia.

„Jamais je ne t’oublierai”114

Aga