— Co za niewdzięcznik! — oznajmił potwór przerażającym głosem. — Ocaliłem mu życie, przyjąłem w swoich włościach9, a on kradnie moje róże, które kocham ponad wszystko na świecie. Tę zniewagę może pomścić tylko śmierć: kupcze, daję ci kwadrans, abyś pojednał się z Bogiem.

Mężczyzna rzucił się na kolana i błagał straszliwą postać, składając dłonie:

— Wybacz mi, wielmożny panie! Nie miałem zamiaru cię obrazić, zrywając tę różę dla jednej z moich córek, która mnie o nią prosiła.

— Nie jestem wielmożnym panem — odparł stwór. — Zwą mnie „Bestia”. Nie lubię komplementów. Chcę, aby mówić wprost to, co się myśli: a więc nie próbuj mnie zmiękczyć pięknymi słówkami. Lecz wspomniałeś, że masz córki... Cóż, przebaczę ci winę, jeśli jedna z nich z własnej woli przyjdzie tu i odda za ciebie życie. Ale dość tych dyskusji, odejdź stąd. A jeśli córki nie będą chciały za ciebie umrzeć, masz mi przysiąc, że sam stawisz się tu za trzy miesiące.

Kupiec nie zamierzał poświęcać żadnej z córek wstrętnemu potworowi, pomyślał tylko: „Przynajmniej będę miał jeszcze przyjemność ucałować wszystkich ostatni raz”. Przysiągł więc, że powróci, a Bestia zezwolił mu, by ruszył w drogę.

— Nie chcę jednak — dodał — abyś zajechał do domu z pustymi rękami. Wróć do swojej sypialni; znajdziesz tam wielką, pustą skrzynię. Możesz do niej włożyć, co tylko ci się podoba, a ja każę ją dostarczyć do ciebie.

To mówiąc, Bestia oddalił się, a kupiec pomyślał: „Skoro muszę zginąć, niech chociaż będzie mi pociechą to, że zapewnię byt moim biednym dzieciom”.

Cofnął się więc do pokoju, w którym spędził noc, i znalazł tam ogromną liczbę złotych monet. Napełnił nimi wielki kufer10, jak kazał mu Bestia, po czym dosiadł konia, którego odnalazł w stajni, i opuścił pałac ze smutkiem równym radości, z jaką do niego wstępował. Koń sam znalazł właściwą drogę w lesie i po kilku godzinach kupiec dotarł do swojego małego domku.

Dzieci otoczyły go; lecz na ich widok, zamiast oddać im ich powitalne uściski, kupiec rozpłakał się. W dłoni trzymał gałązkę róży, którą przywiózł dla Pięknej; podał jej ją, mówiąc:

— Piękna, weź te róże, twój biedny ojciec drogo za nie zapłaci...