Szatrowa zdziwiła jeszcze jedna mgławica. Podobna była do kłębów świecącego dymu, poorana głębokimi czarnymi przepaściami, wisiała w przestrzeni, podobna do postrzępionego wichrem obłoku.

Na górze z prawej strony skupiły się szare kłęby chmur, które ginęły tam, w bezdennych międzygwiezdnych przepaściach. Z trudem można było sobie wyobrazić ogromne rozmiary tego obłoku składającego się z pyłu kosmicznego, który odbijał światło dalekich gwiazd. W każdej z tych czarnych przepaści mógłby utonąć niepostrzeżenie cały nasz system słoneczny.

— A teraz zajrzyjmy poza granice naszej Galaktyki — powiedział Bielski.

W polu widzenia Szatrowa powstał głęboki mrok. Prawie nie uchwytne, jasne punkty, tak słabe, że blask ich zamierał w oku, nie wywołując prawie wrażeń wzrokowych, rzadko spotykały się w niezmierzonej głębokości.

— To właśnie odróżnia naszą Galaktykę od innych, podobnych do niej gwiezdnych wysp. To co widać tutaj — to nie gwiazdy, lecz mgławice, całe gwiezdne światy, niesłychanie od nas oddalone. Tutaj, gdy popatrzeć w kierunku konstelacji Pegaza, otwierają się przed nami najgłębsze znane nam części przestrzeni. Zaraz przyjrzymy się jednej z najbliższych Galaktyk, która pod względem wielkości i kształtu podobna jest do naszego olbrzymiego systemu gwiezdnego. Galaktyka ta składa się z miliardów poszczególnych, różnej wielkości gwiazd o różnym blasku, posiada również takie same smugi ciemnej materii, które tak samo ścielą się w płaszczyźnie równikowej i jest tak samo okrążona kulistymi gromadami gwiazdowymi. Jest to tak zwana mgławica w konstelacji Andromedy. Jest ukośnie do nas pochylona, tak, że widzimy ją częściowo z boku, częściowo z płaszczyzny.

Szatrow ujrzał blado świecący obłok w formie podłużnego owalu. Przyglądając się mógł dojrzeć świecące smugi, umieszczone spiralnie i rozdzielone czarnymi przestrzeniami.

W środku mgławicy widać było zwartą, świecącą masę, widocznie bardziej zgęszczone skupienia gwiezdne, które na olbrzymiej przestrzeni zlewały się w jedną całość. Od niej rozchodziły się ledwie dostrzegalne, spiralnie zagięte odgałęzienia. Dookoła tej zwartej masy, oddzielone ciemnymi pierścieniami widniały bardziej rozrzedzone i nikłe pasma, a na samym skraju, zwłaszcza na skraju dolnego pola widzenia, pierścieniowe pasma rozpadały się w szereg okrągłych plamek.

— Proszę popatrzeć tutaj! — Dla was jako paleontologa, powinno to być szczególnie ciekawe. Światło, które wpada teraz do waszych oczu, wyszło z tej Galaktyki przed milionem lat. Wtedy na ziemi nie było jeszcze człowieka!

— I to jest jedna z najbliżej położonych Galaktyk! — przeląkł się Szatrow.

— Oczywiście, znamy już takie, które położone w odległości pięciuset milionów lat świetlnych.