— Russians, what shell you do?[5] — nagle trwożenie zaryczał megafon stojącego obok okrętu.

— Go ahead![6] — natychmiast odpowiedział kapitan „Witima”.

— Well! At full speed![7] — z większą już pewnością zawołał Anglik.

Głucho plusnęła woda pod rufą, kadłub „Witima” drgnął, przystań powoli odpłynęła w prawo. Trwożliwa bieganina po pokładzie niepokoiła Dawydowa. Rzucał kilkakrotnie pytające spojrzenia na kapitana, ale ten, pochłonięty manewrowaniem okrętu, zdawał się niczego wokół nie dostrzegać.

Morze zaś nadal pluskało się spokojnie i miarowo, i nie widać było ani jednego obłoczka na rozżarzonym i czystym niebie.

„Witim” odwrócił się i nabierając pędu ruszył wprost na spotkanie olbrzymich przestrzeni oceanu.

Kapitan odetchnął i wyjął z kieszeni chustkę. Bystrym spojrzeniem obrzucił pokład i zrozumiał, że wszyscy żądają od niego wyjaśnień.

— Z północo-wschodu przypływa gigantyczna fala. Przypuszczam, że jedynym ratunkiem okrętu jest spotkać ją na pełnym morzu, gdy maszyny będą w pełnym biegu… Jak najdalej od brzegu!

Kapitan obrócił się do oddalającej się przystani, jakby oceniając przestrzeń.

Starszy pomocnik, który momentalnie znikł z mostku celem wykonania pracy na pokładzie, teraz znów powrócił, czerwony i podniecony.