Profesor opowiedział marynarzom o Oceanie Spokojnym — gigantycznym zagłębieniu na powierzchni Ziemi, wypełnionym największą na naszej planecie masą wody. Dookoła tego zagłębienia, niedaleko lądów, pierścieniem ciągną się łańcuchy olbrzymich fałdów skorupy ziemskiej, które powoli występują z dna największych zagłębień. Wszystkie łańcuchy wysp — Aleuckich, Japońskich, Sundajskich — stanowią właśnie owe tworzące się obecnie fałdy. Tworzenie się tych fałdów odbywa się stale: każdy fałd, którego wierzchołkiem jest jedna z wymienionych wysp — podnosi się wciąż wyżej, czasem z szybkością dwóch metrów rocznie, a jednocześnie wciąż bardziej pochyla się w stronę Oceanu.
— Wyobraźcie sobie — mówił dalej profesor — że wody Oceanu na chwilę odpłynęły w bok… Wtedy na miejscu wysp ujrzycie rzędy wysokich gór, pochylonych ku środkowi oceanu, które groźnie zwisają ponad zagłębieniami i podobne są do zastygłych fal. Pochyłość leżąca po przeciwległej stronie, a zwrócona do lądu, jest mniej stroma, ale także tworzy głęboką wklęsłość, zapełnioną morzem. Takie jest na przykład Morze Japońskie. Wzdłuż pochyłości odwróconych do lądu umiejscowiły się łańcuchy wulkanów. Ciśnienie wewnątrz fałdów jest tak duże, że topi skały znajdujące się w ich wnętrzu, które wydostają się poprzez szczeliny w postaci płynnej lawy. Zagłębienia ze strony Oceanu powiększają wciąż bardziej pod ciśnieniem podnóża fałdów i wzdłuż nich układają się ośrodki częstych, potężnych trzęsień Ziemi.
Jedno takie trzęsienie Ziemi było właśnie przyczyną wczorajszej katastrofy.
Gdzieś na północy, zapewne w aleuckiej otchłani, u podnóża aleuckich fałdów, pod silnym ciśnieniem tych fałdów obniżyła się jakaś część dna Oceanu, co spowodowało silne trzęsienie Ziemi pod wodą.
Jedno lub kilka potężnych uderzeń wywołało utworzenie się olbrzymiej fali, która popłynęła wzdłuż Oceanu na południe, na tysiące mil od miejsca, gdzie powstała, i po kilku godzinach dotarła do Wysp Hawajskich. Na otwartym Oceanie fala ta dla naszego „Witima” przeszłaby niepostrzeżenie, gdyż długość tej fali wynosi około stu pięćdziesięciu kilometrów, tak że podniesienie się okrętu na całą jej wysokość nie dałoby się w żadnym wypadku odczuć. Ale inaczej wygląda sprawa w pobliżu lądu. Kiedy ta olbrzymia masa wody pędząc po oceanie napotyka przeszkodę, podnosi się, rośnie i opada na brzeg z trudną do pojęcia siłą. Ale o czym tu mówić — widzieliście wszyscy, co uczyniła fala. Dlatego też wygląd i charakter fali zależy od kształtu dna w pobliżu brzegu.
Fale takie od czasu do czasu powstają na Oceanie Spokojnym, dlatego że tu odbywają się procesy formowania fałdów skorupy ziemskiej… W ciągu ostatnich stu dwudziestu lat, Wyspy Hawajskie dwadzieścia sześć razy odczuły ataki napływających w ten sposób fal. Falo szły z różnych stron i od Wysp Aleuckich, jak właśnie ta nasza fala, od wysp Japońskich, z Kamczatki, z Filipin, z wysp Salomona, z Ameryki Południowej i nawet od strony Meksyku. Ostatnia fala napłynęła w listopadzie tysiąc dziewięćset trzydziestego ósmego roku. Średnią szybkość fal liczy się mniej więcej od trzystu do pięciuset węzłów…
Marynarze byli ogromnie zainteresowani i zadawali Dawydowowi wiele pytań, tak że rozmowa przeciągnęłaby się na kilka godzin, gdyby zmiana warty nie przeszkodziła zebranym. Profesor jeszcze przechadzał się na pokładzie, chmurząc czoło i krzywiąc usta uporczywie nad czymś rozmyślał.
Widok błyskawicznej zagłady pięknej wyspy pozostawił głęboki ślad w d uszy uczonego. Prawie wszystkie pytania zadane mu przez marynarzy zbiegały się z kierunkiem jego własnych myśli. Należy wiedzieć nie tylko, w jaki sposób odbywa się na Oceanie Spokojnym tworzenie się fałdów, ale dlaczego proces taki powstaje. Jakie przyczyny tam, w głębi Ziemi, wywołują te powolne, olbrzymie ruchy, ściskające ogromne warstwy skał w fałdy i wypychające je wciąż wyżej na powierzchnię Ziemi? Jak nędznymi rozporządzamy wiadomościami, jeśli chodzi o głębię naszej planety, o procesy chemiczne i fizyczne, które dokonują się pod ciśnieniem milionów atmosfer, pod warstwami tysiąckilometrowej grubości o nieznanym składzie.
Wystarczy, by nastąpiły nieznaczne przegrupowania molekularne, drobne powiększenie objętości tych ogromnych mas, ażeby na cienkiej powłoce znanej nam skorupy ziemskiej następowały ogromne przesunięcia, ażeby skorupa ta, zmiażdżona na kawałki, została podniesiona na dziesiątki kilometrów do góry. Jednakże wiemy, że zjawiska takie nie zdarzają się, co oznacza, że substancje, z których zbudowana jest nasza planeta, znajdują się w stanie spokoju i równowagi.
Tylko od czasu do czasu, co miliony lat, skały w łańcuchach górskich zostają rozmiękczone, zginają się w fałdy, częściowo zostają roztopione i wylewają się poprzez kratery wulkanów. A potem wszystko zmięte i zgniecione zostaje wyparte na powierzchnię w postaci ogromnego wału.