— Żałośnie śpiewasz, sir! — uśmiechnął się Kolców.
— Oczywiście! Całe zatrzęsienie drobnych spraw, a do właściwej pracy p odejść trudno. Im człowiek staje się starszy, tym więcej bzdur owija się dookoła niego, a siły już nie te same, trudno przesiadywać po nocach. Wciąż ta mysia krzątanina — zaryczał Dawydow.
— Uff, ile hałasu — zmarszczył się Kolcow. — Możecie ciągnąć dużo, postawę macie wspaniałą — niczym statua komandora. Cha, cha, cha! Otrzymaliśmy od Korpaczenki z Ałma-Aty list, który chyba was zainteresuje…
* * *
Niebo ponad dachami rozjaśniło się, wczesny dzień letni walczył z żółtym światłem lampy stojącej na stole tuż obok na oścież otwartego okna. Dawydow zapalił papierosa, który utracił wszelki smak, nikotyna ciężarem kładła się na zmęczone serce. Ale wszystko, co profesor zamierzał załatwić — zostało wykonane; jedenaście listów do geologów, którzy pracowali na terenach złóż kredowych w Azji środkowej, leżało już na zawalonym papierami i książkami stole. Pozostało tylko zapieczętować koperty, aby listy odeszły poranną pocztą. Dawydow zaczął pisać adresy i nie spostrzegł, że do pokoju weszła jego żona, przecierając jak dziecko piąstkami oczy.
— Jak ci nie wstyd! — wykrzyknęła z oburzeniem. — Już świta. A przecież obiecałeś nie siedzieć po nocach? Wszak sam uskarżałeś się na przemęczenie, na utratę zdolności do pracy… Fe, jak nieładnie!
— Już skończyłem, widzisz przecież — zaadresuję tylko pięć kopert i jestem wolny — w poczuciu winy usprawiedliwiał się Dawydow. — I więcej nie będę siedzieć. Musiałem to wszystko koniecznie odrobić. Idź, idź moja mała, ja zaraz się położę.
Dawydow zaadresował ostatnią kopertę i zgasił lampę. Blade światło i chłodne powietrze poranka zapełniły pokój beznamiętną jasnością.
Dawydow spojrzał na niebo i potarł czoło. Zagadnienie poszukiwania gwiezdnych przybyszów w górskich kotlinach Azji Środkowej stanęło przed nim nagle w całej swojej nieogarniętej wielkości.
Rzeczywiście, jeśli stosunkowo często natrafia się na skamieniałe szczątki zwierząt, to tylko dlatego, że na powierzchni Ziemi żyły ich miliardy i wiele szczątków natrafiało na warunki, sprzyjające ich zachowaniu się i skamienieniu. Ale przybyszów z obcego świata nie mogło być wielu. Nawet jeśli ślady ich zachowały się, to znalezienie ich w ogromnych ilościach osadów, w tysiącach sześciennych kilometrów różnych skał możliwe jest tylko przy odkrywkach prowadzonych na wielką skalę. Tysiące ludzi musiałoby przetrząsać tysiące sześciennych metrów różnych skał, setki ogromnych ekskawatorów musiałyby zdejmować wierzchnie warstwy. Chimera! Żaden najbogatszy na świecie kraj nie może tracić miliardów rubli na prowadzenie odkrywek geologicznych na tak ogromną skalę. Zwykłe zaś odkrywki paleontologiczne, nawet największe, przy których otwiera się powierzchnię trzystu, czterystu metrów kwadratowych — są kroplą w morzu, drobnostką po prostu wobec zamierzonego zadania. Możliwości więc równają się zeru.