Głos jej stał się chrapliwy. Zdawało mi się, że ja właśnie jestem tym chłopcem i Hudl już mnie udusiła.

Inaczej nie mogłem tego zrozumieć. Język mi zesztywniał.

Poczułem chłód w nogach. Miałem wrażenie, że setki szpilek kłuje moje stopy.

— Głuptasku — powiedziała Hudl pochyliwszy się nade mną — przygotowałam dla ciebie pomarańcze, winogrona i orzechy laskowe. Jak myślisz, czego od ciebie chcę?

Nie powiedziała mi, czego chce, ale raptem swoimi grubymi wargami przycisnęła moje usta.

Straciłem oddech. Dusiłem się. Starałem się wyrwać moje wargi spod jej ust, ale ona był silniejsza. Rękami niby obcęgami przytrzymywała moją głowę. Po chwili poczułem przy sobie czterdziestoletnie wypasione ciało Hudl.

— Kochany — już nie mówiła tylko charczała. — Dam ci pieniądze... mam dużo pieniędzy. I zegarek też dostaniesz. Przecież już jesteś dorosły. Powinieneś mieć zegarek.

Jak w gorączkowym śnie przypomniałem sobie, że Józia, córka bednarza, też takim ochrypłym głosem do mnie mówiła. Ale Józia mnie objęła, kiedy było mi zimno po powrocie z pogrzebu. Czego Hudl chce ode mnie? Jestem teraz w jej rękach słaby i bezbronny.

I oto podnosi mnie. Nie mogę się bronić.

— Jak ja chcę, to musisz! — zgrzyta zębami i chce mnie położyć na sobie.