— Nie poszedłeś razem z konduktem?
— Nie. Doszedłem tylko do „trzech drzew”.
— Jesteś głodny? Tak?
— Nie. Nie jestem głodny.
— A nie zimno ci? Podejdź tu. Usiądź!
Wzięła mnie tak jak się bierze worek z watą albo z pierzem i posadziła obok siebie. Objęła mnie swoimi dużymi wygrzanymi rękami i prosto w twarz mi szepnęła:
— Ogrzej się! Dobrze się ogrzej!
Ciepłym oddechem dmuchała w moje zesztywniałe od zimna ręce.
Przytknęła je potem do swoich ust, po czym nie przestała ocierać moich rąk o własne.
— Możesz się położyć?