Hudl podeszła do kuchni i wetknąwszy prawie twarz w garnek z gotującą się strawą odpowiedziała:
— Dlaczego ma mi być zimno? Czy nie pali się w kuchni?
— Ale jak można w taki sposób paradować po mieszkaniu?
— A w jaki to sposób paraduję?
— No wiesz... może byś coś tak włożyła na siebie? Nie wypada...
— Popatrz, no, popatrz... nie wypada... czego mam się wstydzić? Czy to nie moje?
— Ależ posłuchaj, Hudelciu, w twoim wieku... no wiesz... w mieszkaniu przebywa przecież chłopiec...
— Widzicie ją? Boi się o chłopca! Dobra, dobra, ten twój chłopaczek, to twoje biedaczysko, wie więcej niż my obie.
Krew napłynęła mi do twarzy. Wybiła chwila. Hudl zaraz opowie, zaraz powie. Gdzie się tu schować? Co powiedzieć?
— Sza! Ani słowa! — Mama jakby odpędzając rękami słowa Hudl, odskoczyła od niej i zawołała: