Boję się krzyczeć. Nie chcę nikogo budzić. Wiję się i stękam. Chowam głowę pod kołdrę, ale mama mimo to usłyszała, że nie śpię.
— Mendełe? Dlaczego stękasz? Boli cię coś?
— Oj, zęby mnie bolą.
— Biada mi syneczku! Gdzie cię boli?
I nie czekając na moją odpowiedź, wstała z łóżka i w ciemności zaczęła czegoś szukać.
— Gdzie zapałki?
Panująca w pokoju ciemność była dzisiaj gęstsza niż zwykle. Zupełnie nieprzenikniona. W ciemności wzmagał się ból. Kłuł mnie w plecy. Świdrował mózg. Mama wreszcie znalazła zapałki i zapaliła lampkę. Teraz dopiero zacząłem się wiercić i wić jak wąż.
— Pokaż, Mendełe, gdzie cię boli.
Długim palcem dotknęła wnętrza moich ust. Szukała miejsca bólu. Zacząłem się dusić. Nie mogłem uleżeć w łóżku. To podnosiłem się, to kładłem znowu. Ból nie ustępował.
Mama zaczęła szukać spirytusu, czosnku i pieprzu. Chciała zrobić gorący kompres z rozgrzanego piasku. Cała izba poszła w ruch. Szafa, komoda z wiszącym zegarem. Tylko Hudl głośno chrapała. Wreszcie i ona się obudziła. Panicznym głosem zawołała: