— A za kim ty masz tu tęsknić?

— Co znaczy za kim? Tęskni się...

Ita nie mówi, za kim tęskni. Siada na parapecie okna i dalej ciągnie swoją piosenkę:

Pojechał do rodziców zobaczyć, jak się mają...

Może dlatego Ita również przyjechała do domu, do swoich rodziców? Ale ona ma przecież tylko ojca. Moja mama jest dla niej zaledwie ciotką.

Ita niezależnie od tego, czy czyści szyby, czy myje podłogę, nie przestaje śpiewać o chłopcu, który odjechał do Wiednia.

Czasami jednak zamyślała się i piosenka urywała się w pół zdania. „Chłopiec” zatrzymuje się na wysmarowanej kredą szybie albo staje na niedomytej do końca podłodze. Kiedy mama jest w kuchni, Ita pyta mnie, czy umiem pisać po żydowsku i czy nie zechciałbym napisać jej listu do Warszawy.

— Tak, umiem pisać po żydowsku. Jeśli mi podyktuje, napiszę do Warszawy.

Ale Ita, zadawszy pytanie, natychmiast zapomniała, o czym chciała napisać. Przestała nawet śpiewać piosenkę o chłopcu, który odjechał do Wiednia.

Był przeddzień święta Pesach. Na dachu domu naprzeciw siedziały dwa gołębie. Jeden biały, ze zwisającym jak u wypasionego bogacza wolem i drugi niebieski o złotych oczach. Niebieski gołąb gniewnie gruchał, a biały odsuwał się od niego.