Mama ociera z oczu łzy. Jojne postawił już swoją walizeczkę. Teraz dopiero widać, że jego paletko ma krótkie rękawy. Buty jednak błyszczą. Krawat ma ładny, zdobny w czarne paski. Do tego szpilkę zakończoną główką z gutaperki33. Ale gdzie się podziała Ita?
Matka, zauważywszy jej nieobecność, woła donośnym głosem:
— Ita, gdzie jesteś?
Ita schodzi z ganku. Suknia na niej już niepodkasana. Ramiona ukryte w rękawach. Włosy zaczesane, twarz rumiana. Uśmiecha się. Jest nieco zakłopotana. Tylko oczy jej błyszczą. Bije z niej ciepło.
— Winszuję wam miłego gościa — powiada Ita, odsłoniwszy swoje duże białe zęby.
— Dziękuję ci, Ito. To przecież mój Jojne, mój syn. Nie znasz go?
— Skąd go mogę znać?
Mówiąc to, Ita ukradkiem zerka na Jojne. Sam Jojne stoi nieporuszony. Jabłko Adama opada mu, jakby coś połknął. Ita czeka.
— To jest Ita — powiada mama do Jojne. — Córka wuja.
Jojne rusza nogą. Robi to po wielkomiejsku. Jego chuda postać wykonuje obrót na wysokich obcasach. Ita ściąga swój szeroki biust i podaje Jojne krótką, spracowaną dłoń.