Ita przykryła łóżko własną kołdrą. Rozłożyła ją i wygładziła na rogach. Włożyła w tę pracę całą swoją umiejętność i serce, tak że na kołdrze nie pozostała najmniejsza zmarszczka. Potem, stanąwszy w odległości kilku kroków od łóżka, zadowolona obejrzała je i oświadczyła:
— Sam cesarz mógłby spać w takim łożu...
I rzeczywiście było to cesarskie łóżko. Świeża czystość promieniowała nie tylko z tego łóżka, ale również z łóżek rodziców i z całego mieszkania. Takiej niebieskiej klarowności na szybach, tak białych firanek w kredensach, gdzie stała zastawa stołowa, nigdy w naszym mieszkaniu nie widzieliśmy. Kiedy zasiedliśmy do wieczerzy paschalnej, nie można było poznać ani mieszkania, ani domowników.
Matka na cześć święta odnowiła i przerobiła perukę, dodając do niej z przodu czarny lok podobny do ptaka. Jej niebieskie oczy błyszczały jak dwa szlifowane diamenty. Podbródek wyhodowany w Warszawie, a potem zagubiony w domu, pojawił się znowu w tę noc paschalną. Czarna bluzka z białymi szpicami przy rękawach, żabocik pod szyją wraz z pozłacaną plecioną broszką, przydawały mamie urody i wdzięku.
W ojcu trudno było dostrzec świąteczną zmianę. Nowej kapoty nie mógł sobie sprawić. Nosił więc starą, prawda, że przez Itę wyczyszczoną i wyprasowaną. Na cześć święta pozwolił sobie na ostrzyżenie i wyrównanie włosów. Twarz jednak, smagana wiatrem, nosiła ślady zmęczenia. Jego wzrok był szary i ciężki. Przenosił go na zmianę ze swojej córki na syna mamy. Czasem przenosił go na mnie. Oglądał mnie od stóp do głów, głęboko przy tym wzdychając.
Czułem, że tato cierpi, ponieważ nie był w stanie sprawić mi niczego na święto.
Bolało go również, że biały, świąteczny kitel zmuszony był nałożyć na starą kapotę. Tego nowego kitla z niebieskim jedwabnym kołnierzem i paseczkami wokół rękawów tato sam nie kupił. Przywiozła mu go Ita w prezencie z Warszawy. Wiedział, że jego dzieci są biedne, bo ciężko pracują u obcych ludzi. Po co więc miały przywozić mu prezenty? Kitel, ostatecznie, mógłby sam sobie kupić.
Ita jednak była zadowolona i szczęśliwa, że mogła mu go kupić.
— Noś na zdrowie, tato!
W jej oczach szkliły się łzy szczęścia na widok ojca, który w białym odzieniu pięknie wyglądał.