Jojne jednak nie odezwał się. Kiedy mama obcym, zimnym głosem przerywała czytanie ojca, Jojne wydymał policzki. Uśmiechał się z boku. Wtedy zauważyłem w jego ustach jeden tylko ząb. Złoty, duży ząb. Wszystkie pozostałe zęby jakby się odsunęły od niego i ten jeden pozostał.

Nie potrafię z całą pewnością stwierdzić, ale wydaje mi się, że z powodu tego jednego złotego zęba, który Jojne wystawił w chwili, kiedy ojciec pomylił się w czytaniu Hagady, zapałałem nienawiścią do mego brata. Pomyślałem, że Jojne teraz bardziej zgrzeszył niż ja, który rano nie spaliłem chumecu.

Nie tylko zresztą ja znienawidziłem Jojne. Wydaje mi się, że również Ita nie patrzy mu już prosto w oczy. Widzę, jak jej czarne źrenice są rozbiegane. Jest niespokojna. To patrzy na ojca, to na matkę. Przez dłuższą chwilę zatrzymuje wzrok na złotym zębie Jojne. Potem spojrzenie jej pada na mnie. Czuję obok siebie płomienną twarz Ity. Czuję całe jej rozżalenie.

— Mendele — powiada, nachylając się ku mojej Hagadzie — w którym miejscu czytasz teraz? Pokaż mi.

Pokazuję jej werset, który tato błędnie odczytał. Ona wbija weń wzrok. Patrzy długo, bardzo długo. Czuję, że w tej chwili Jojne kupił sobie jeszcze jednego wroga.

Przy jedzeniu Ita milczy. Podaje do stołu. Jojne podaje na koniec. Nikt nie próbuje zgadnąć, dlaczego tak postępuje. Ja jeden w głębi serca czuję, że Ita jest mi bliska. Jest moją siostrą. Pochodzimy od jednego ojca.

Słowem, przez całe święto nienawidziłem Jojne. Ita zaś długo nie mogła wytrwać w nienawiści do niego.

Wieczory paschalne dobiegały końca. Jojne włożył nowe ubranie i nowy krawat. Taki mały w kształcie motylka.

W dzień Jojne mówił głośniej, wygwizdywał jakieś piosenki i tańczył sam ze sobą.

— Czy pani umie tańczyć? — zapytał pewnego dnia Itę, wystawiając przy tym na pokaz swój złoty ząb.