— Dlaczego nie miałabym umieć?
— No to przekonajmy się, czy pani umie. Pani pozwoli?
Ita nie powiedziała ani tak, ani nie. Jojne nie czekał na odpowiedź. Objął korpulentną figurę Ity swoimi trochę pokręconymi rękami.
Pokręcił się z nią kilka razy po pokoju, pogwizdując do taktu i nie bacząc na to, że Ita była dość tęga, oświadczył, że w tańcu jest lekka jak piórko.
— Wszyscy tak mówią — powiedziała Ita, obciągając bluzkę, która w tańcu trochę podeszła do góry.
Teraz Jojne uśmiechnął się już nie tylko tym jednym, złotym zębem, ale całymi ustami z dodatkiem obu wygładzonych policzków.
Okazuje się, że uśmiechnięty Jojne przypadł Icie do gustu. Zapomniała o tym, co było podczas wieczerzy paschalnej. Jojne zaczął do niej przemawiać niskim głosem, pożyczać od niej pachnące mydło. Ita zaczęła mu podawać do stołu obficiej napełniony talerz.
W powszedni dzień między świętami Pesach zaczęły się wycieczki bryczką do lasu. Z dalekich miast przyjechali synowie oglądać kandydatki do małżeństwa. Odbywały się zaręczyny.
W taki właśnie powszedni dzień między świętami Ita włożyła sztywną suknię zdobną w kwiaty, umyła się pachnącym mydłem, włożyła zamszowe rękawiczki i wyszła na spacer. Dokąd poszła i gdzie była, Ita nie powiedziała. Wróciła do domu późnym wieczorem. Weszła do mieszkania szybkim krokiem. W pośpiechu ściągała suknię, a zamszowe rękawiczki rzuciła na łóżko. Bez kolacji przystąpiła do mycia naczyń, które pozostały po obiedzie.
Matka zapytała ją, gdzie tak długo była. W odpowiedzi Ita wyjaśniła, że była u ciotki Noemi.