Głowa mamy przechyliła się na bok. W pokoju było ciemnawo. Nad głową Jojne pokazała się duża okrągła plama, podobna do odwróconej miski.

— Połóż się spać, Jojne — powiedziała matka. Zdjęła szybko pantofle i wsunęła się do łóżka, po czym dodała:

— I zamknij przedtem drzwi. Ita chyba o tym zapomniała.

— Dobrze mamo, zamknę.

Matka natychmiast zasnęła. Jojne przez jakiś czas się wiercił. Nie słyszałem, kiedy i czy w ogóle zamknął drzwi na klucz. Widziałem, jak podszedł do komody i jednym dmuchnięciem zgasił lampę, która na niej stała.

Rozszedł się zapach nafty. W gardle zrobiło się słodko-mdławo.

— Śpisz już Mendel? — zapytał Jojne podnosząc kołdrę, którą zdążyłem już dobrze nagrzać.

— O co chodzi?

— O nic. Śpij. Już późno.

Jojne wskoczył do łóżka. Przytuliłem się do jego pleców, tak jak to zwykłem czynić, kiedy spałem z ojcem. Zapach ciała ojca dobrze znałem. Pachniał sianem i zimnym powietrzem. Ciało Jojne było chude i kościste. Szła od niego woń mydła i potu. Ogrzać się przy nim było trudno. Obróciłem się więc twarzą do ściany. Jojne również się odwrócił i przytulił do mnie.